wernisaż

Strefa Reportera - Stanisław Dulny w Małej Galerii Fotografii

Stanisław Dulny21 sierpnia 2020 roku Małej Galerii Fotografii Muzeum Historii Miasta Przemyśla Rynek 9 odbył się wernisaż wystawy fotografii: Stanisław Dulny - Strefa Reportera.

Strefa reportera

Na początek kilka słów o tym, czym jest reportaż fotograficzny. Według Słownika Języka Polskiego PWN: „reportaż to gatunek prozy publicystycznej, żywy opis zdarzeń i faktów, znanych autorowi z bezpośredniej obserwacji”. Wystarczy jednak zamienić „prozę” na „fotografię” i mamy prostą definicję reportażu fotograficznego, który jest chyba najtrudniejszym z uprawianych współcześnie gatunków fotografii. Dowodem na to jest organizowany od 1955 roku konkurs „World Press Photo”. Fotograficzny Olimp. Zdjęcia laureatów stają się ikonami tak jak fotografia Jeffa Widenera „Nieznany buntownik” na placu Tian’anmen. W ciągu ponad stu lat istnienia reportażu fotograficznego powstało wiele szkół i stylów tego gatunku. Począwszy od tych najbardziej znanych wstrząsających reportaży z wojen, katastrof, zamachów oraz wydarzeń ogólnoświatowej rangi. Takich często przeznaczonych dla odbiorcy o mocnych nerwach. Na drugim biegunie jest wracający ostatnio do łask „reportaż humanistyczny”. Taki, w którym nie ma grozy ani krwi. Natomiast są ludzie, przyroda, jest zwyczajne codzienne życie. Są prawdziwe historie dziejące się w miejscach, o których nie mielibyśmy pojęcia gdyby fotoreporter tam nie trafił. Znany francuski fotograf, Edouard Boubar przekornie mówił, że specjalizuje się w reportażu, w którym „nic się nie dzieje”. Prezentowane na wystawie fotografie Stanisława Dulnego zaliczyłbym właśnie do takiego gatunku reportażu, w którym pozornie nic, albo niewiele się dzieje. Lecz co się może dziać w pogodne popołudnie w małym miasteczku, albo w sennej wiosce? Przecież w takich miejscach, gdzie czas ma inny wymiar na tym polega „samo życie”, o którym Dulny opowiada językiem fotografii. Szczerze, stosując klasyczne kadry, bez patosu i udziwnień i co ważne bez ironizowania na temat małomiasteczkowości. W jego zdjęciach widać sympatię, jaką darzy swoich bohaterów i próbę zrozumienia świata, w którym przyszło im żyć.

Jacek Szwic

Stanisław Dulny, członek Związku Polskich Artystów Fotografików (nr leg: 1255). Urodził się i mieszka w Ostrowcu Świętokrzyskim. Fotografią pasjonuje się od około 40 lat. Twórczo związany z działającym od lat Fotoklubem Ostrowieckiego Browaru Kultury. Przez ponad dwadzieścia lat współpracował z redakcją Gazety Ostrowieckiej oraz wieloma ogólnopolskimi tytułami. Jest szczególnie zainteresowany szeroko rozumianą fotografią społeczna, ale też fotografuje tematy sportowe. Od 1998 roku uczestniczy w Międzynarodowym Plenerze „Podlaski Przełom Bugu”. Brał udział w warsztatach portretu i aktu prowadzonych przez Sergiusza Sachno. Brał udział w wielu wystawach krajowych i miał kilka wystaw autorskich.

Z albumu Adama Wysockiego Przemyśl i przemyślanie cz. 1 „Iwanek”

[…] wrażliwy na piękno w każdym jego przejawie […]. Szukał prawdy, o życiu i ludziach. Jeśli się angażował, to całym sobą. Inaczej nie umiał.
(Zbigniew Grochowski, Wspomnienie o Adamie Wysockim, „Życie Przemyskie” 1968)

Adam Wysocki był jednym z tych twórców, którzy w swoich pracach w sposób bardziej lub mniej zamierzony zapisywali historię miasta i jego mieszkańców. Oprócz tego, że był mistrzem doskonałej fotografii portretowej, wykonywanej w atelier, gdzie był czas na stylizację, upozowanie, a mniej miejsca i czasu na przypadek, Wysocki był również mistrzem zdjęć dokumentalnych, utrwalających życie, które toczyło się wokół. Wychodził z aparatem na ulice, w plener, fotografował różnego rodzaju uroczystości czy spotkania towarzyskie. Są to ujęcia spontaniczne, tętniące życiem, naturalnością, i chociaż czasem nieostre, poruszone, to rozczulająco prawdziwe. Takie są kompozycje z jarmarku „Iwanek”, zorganizowanego około 7 lipca 1938 roku na przemyskim Rynku. W zbiorach Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej znajdują się jedynie negatywy tych ujęć. Fotografie prawdopodobnie nigdy nie były publikowane ani pokazywane szerszej publiczności. Do celów wystawy z oryginalnych klisz (6 x 6 cm) wykonaliśmy metodą cyfrową odbitki o wymiarach 30 x 30 cm, dzięki temu uwydatniły się walory fotografii i powstała możliwość przyjrzenia się detalom.

Adam Wysocki urodził się 28 III 1886 roku w Radziechowie (obecnie na Ukrainie) jako syn Feliksa Wysockiego, nauczyciela szkół ludowych, i Władysławy z Żurowskich. Po śmierci ojca matka z dziećmi przeniosła się do Przemyśla (zamieszkała w neogotyckiej, nieistniejącej już willi „Jagiełło” należącej do rodziny Skarżyńskich przy ulicy Sienkiewicza 7), gdzie przyszły fotograf uczęszczał do gimnazjum i w 1906 roku zdał egzamin dojrzałości. W 1900 roku, mając 14 lat, rozpoczął pracę w atelier fotograficznym Bernarda Hennera przy ulicy Mickiewicza 6. Początkowo wykonywał retusze fotografii, a przy okazji zgłębiał tajniki fotografowania, owej sztuki „rysowania za pomocą światła”. Jednak nie tylko fotografia zaprzątała głowę młodego Wysockiego. Jego pasją były też maszyny i teatr. Po maturze studiował budowę maszyn w Szkole Politechnicznej we Lwowie i Akademii Handlowej w Wiedniu. Jednocześnie od 1908 roku był związany z przemyskim teatrem „Fredreum” jako aktor, reżyser, autor i tłumacz sztuk, a później także jako fotograf teatralny (od 1910 do 1947 roku prowadził „Pamiętnik teatralny”, zapisując w nim istotne wydarzenia z życia „Fredreum”).

Od ukończenia studiów aż do 1926 roku życie zawodowe Adama Wysockiego było związane z jego wykształceniem. Pracował jako urzędnik techniczny i administracyjny w przedsiębiorstwach budowlanych w Galicji. Obejmując różne funkcje nabierał doświadczenia i piął się po szczeblach kariery. W 1918 roku otrzymał stanowisko kierownika sekcji budowlanej w Ekspozyturze Budowlanej w Przemyślu. Dwa lata później porzucił tę posadę podejmując pracę jako sekretarz w Towarzystwie Agrarno-Osadniczym we Lwowie. Pomimo obowiązków zawodowych utrzymywał kontakt z Bernardem Hennerem, swym pierwszym pracodawcą i nauczycielem fotografii. Równocześnie sporo fotografował amatorsko. 2 lutego 1926 roku Bernard Henner zmarł. Był to moment przełomowy w zawodowej biografii Adama Wysockiego. Postanowił poświęcić się fotografii. Można domniemywać, że gdyby nie śmierć Bernarda Hennera, kariera zawodowa Adama Wysockiego potoczyłaby się starym torem. Wysocki zrezygnował z dotychczasowej pracy i podjął starania o uzyskanie pozwolenia na samodzielne wykonywanie profesji swego mistrza. Być może przymierzał się do tego kroku już wcześniej, bowiem jeszcze w czerwcu 1923 roku kupił od Hennera (gdy ten miał 80 lat) wyposażenie całego studia przy ulicy Mickiewicza 6. Ostatecznie 10 listopada 1926 roku Adam Wysocki otrzymał od starostwa przemyskiego kartę rzemieślniczą. Od tego czasu zawodowo związany był już tylko z fotografią.

Swej pasji do maszyn jednak nigdy nie porzucił. Oprócz pracy w atelier fotograficznym i czynnej działalności w „Fredreum” oddawał się wieczorami konstruowaniu „silnika spalinowego z wirującymi tłokami”. Niestety, zmarł 25 stycznia 1966 roku i nie zdążył odebrać patentu wynalazcy na silnik (decyzja Urzędu z 8 V 1967).

Iwanek

[…] można kochać piękno w życiu tak zwyczajnie, we wszystkich jego przejawach i cieszyć się samym jego utrwalaniem w fotografii.
(Grażyna Stojak, Z albumu Adama Wysockiego, 2006)

Zaprezentowane na wystawie fotografie są ilustracją być może ostatniego lub jednego z ostatnich „iwankowych” jarmarków w Przemyślu. Jarmarki te były związane z obchodami narodzin świętego Jana (Iwana) Chrzciciela. Święto to w kalendarzu wschodnim przypada na dzień 24 czerwca, co w kalendarzu gregoriańskim odpowiada dacie 7 lipca. Wtedy, na początku lipca, organizowano jarmark zwany „Iwankiem”.

Jak wiadomo, obchodom bazującym na chrześcijańskich tradycjach w odniesieniu do rytu łacińskiego towarzyszyły ludowe zwyczaje i zabawy, tu warto wspomnieć o sobótce nocy świętojańskiej lub kupalnocce. Jeśli chodzi o analogiczne zabawy na naszym terenie w kontekście obrządku wschodniego, organizowane w społeczności ukraińskiej odpowiednikiem nocy świętojańskiej lub kupalnocki jest nicz na Iwana Kupała (Noc Iwana Kupały).

Obecnie nazwa „Iwanek” całkowicie znikła z pamięci mieszkańców Przemyśla. Ostatnie znalezione przez autorkę źródło (poza fotografiami Adama Wysockiego) pochodzi z 1936 roku.

„Iwanek” pod magistratem. Przez cały rok oczekiwany jarmark „iwankowy” zawitał na rynek w całej okazałości swych tradycyjnych i malowanych krytych straganów, na których przekupnie poukładali rozmaite towary, począwszy od barwionych obwarzanków a kończąc na literaturze religijnej i popularno-klerykalnych broszurach.
Moc ludu okolicznego zaległo rynek, aby pogadać, coś niecoś oglądnąć, potargować, czasem jakąś drobnostkę kupić. […]

(„Wiadomości Przemyskie”, 12 VII 1936)

Ten barwny opis jarmarku mógłby dotyczyć też tego, z 1938 roku, udokumentowanego przez Adama Wysockiego. Jednak mimo kwiecistego języka, pod koniec wypowiedzi daje się wyczuć wyraźnie lekceważący ton:

Cały „Iwanek” […] mógłby bez ujmy i uszczerbku odbywać się np. nieco dalej od rynku. Bo i za cóż ta kara?
(„Wiadomości Przemyskie”, 12 VII 1936)

Jarmark „iwankowy” nie był atrakcyjny dla mieszkańców Przemyśla już wcześniej, w 1929 roku, gdy był w prasie ostro krytykowany:

Trzeba z tem skończyć. Każdego roku w okresie tzw. „iwanka” śródmieście nasze zamienia się w jarmarczny plac pełny nieestetycznych budek i namiotów, które czynią z Przemyśla obraz ostatniej dziury prowincjonalnej. Twierdzimy, że na przyszłość należy temu zapobiec. „Iwanek” całkiem dobrze może się odbywać, albo za miastem, albo też na któremś z przedmieść.
(„Ziemia Przemyska”, 13 VII 1929)

Natomiast bez mała pół wieku wcześniej, w 1889 roku, z nostalgią wspominano na łamach „Gazety Przemyskiej” wielki, zdaje się kilkudniowy jarmark, oczekiwany z utęsknieniem cały rok, który z nastaniem epoki kolei w Przemyślu stracił na znaczeniu.

Iwanek, jarmark tradycyjny, drogi każdemu Przemyślaninowi wspomnieniem lat dziecinnych, kiedy to jeszcze chodziło się do szkoły i liczyło od Iwanka z gorączkową niecierpliwością dnie i godziny dzielące od złotych chwil wakacyjnych – upada. Z budową koleji, rozszerzeniem sieci żelaznej po całym kraju, zaopatruje się nawet najmniejsza mieścina wprost u źródła w swoje potrzeby, a mieszkańcy przyległych Przemyślowi miejscowości nie potrzebują już więcej na Iwanka zjeżdżać do nas. Hej, hej, gdzie te czasy, jak kilka dni już przed Iwankiem napływała tłumnie ludność do miasta. Domy zajezdne nie mogły pomieścić gości. Za Sanem, na Targowicy, przed ruską katedrą, na ulicy Franciszkańskiej koczowano i sypiano na wolnem powietrzu w ciepłe noce lipcowe. W rynku stały niezliczone kramy, zaopatrzone obficie w przeróżny towar łokciowy, krasne chusty, barwne wstążki, korale, pierścionki, błyskotki, obrazki, książki do nabożeństwa, zabawki i figle. Przed kramami w zwartych szeregach wystawały całymi dniami hoże dziewuchy i dziarskie parobczaki, kupując, targując, przeglądając, próbując, weseląc i radując się nabytkiem dla stroju, zabawy lub domowej potrzeby. Od świtu do nocy słychać było po mieście gwizdawki, przygrywki na fujarce i rzempolenie skrzypek. Młodzież szkolna w towarzystwie rodziców uwijała się po jarmarku i jeśli były widoki na dobrą klasę, wracała obładowana przeróżnymi darami. Aż ze Lwowa przybywali kupcy z towarem, szczególniej piernikarze. Należało do dobrego tonu między inteligencyą miasta kupować pierniki u sławnego Lewickiego. Gosposie i gospodarze znów przeglądali bydełko, nabywali kufry i skrzynie malowane w kwiaty, naczynia bednarskie, wyroby szklarskie, przyodziewek, kożuchy i barany. Dziś Iwanek zmalał do rozmiarów targu miejscowego, jest on tylko cieniem dawnego jarmarku, przypomnieniem przeszłości i zniknie z widowni, jak znikł Włoch domokrążca z jedwabnym towarem, brykarz, faktor hotelowy i bałaguła. Wiek XIX niweluje wszystko szybko.
(„Gazeta Przemyska”, 7 VII 1889)

Co ciekawe, ten sam tekst został opublikowany powtórnie kilka lat później w „Echu Przemyskim” (1897).

Zacytowane wyżej opisy obrazują, jak zmieniały się upodobania i nawyki mieszkańców Przemyśla. Kiedyś coroczny jarmark był okazją do nabycia niespotykanych na co dzień towarów (w lipcu można było kupić „kożuchy i barany”), a także miejscem, gdzie w dobrym tonie było pokazać się i kupić pierniki „u sławnego Lewickiego” ze Lwowa. W wieku XX stał się plebejską rozrywką, atrakcyjną być może jedynie dla niższych warstw społecznych i dzieci. Jednak mimo niepochlebnych wypowiedzi w prasie, wydaje się, że i dla Adama Wysockiego jarmark był barwnym i ciekawym wydarzeniem, spektaklem na „scenie” przemyskiego Rynku. Wyobraźmy sobie więc, że nasz fotograf jako widz przechadza się między straganami i chwyta co bardziej interesujące kadry. Udało mu się doskonale utrwalić atmosferę owego dnia. Niemal słychać zgiełk, śmiechy, a czerń i biel fotografii ustępuje złocistemu światłu lipcowego słońca.

Niestety, stało się tak jak w opisie z 1889 roku. „Iwanek” zniknął ze scenerii miasta i pamięci jego mieszkańców. Dobrze, że zostały fotografie. Są one dla nas przypomnieniem przeszłości, choć nie tego wielkiego jarmarku, którego przepych i różnorodność trudno sobie wyobrazić, lecz już jego cienia, niechcianego, z pogardą odrzucanego przez wyższe warstwy. Jest to świat, który odszedł bezpowrotnie: kataryniarz z papugą, mężczyzna sprzedający orzeźwiający napój, dziewczyna z workiem pełnym obwarzankowych wieńców… Świat zamknięty w kwadratowym kadrze fotograficznej kliszy…

Katarzyna Winiarska
kuratorka wystawy

Bibliografia

  • Zbigniew Grochowski, Wspomnienie o Adamie Wysockim, „Życie Przemyskie” 1968, nr 7, s. 4;
  • Grażyna Stojak, Z albumu Adama Wysockiego, Przemyśl 2006.

Źródła dotyczące jarmarku „Iwanek”

  • „Gazeta Przemyska”, R. 3, nr 45, 7 VII 1889 (niedziela), s.2-3;
  • ten sam tekst w „Echu Przemyskim”, R. 2, nr 54, 8 VII 1897 (czwartek);
  • „Kuryer Przemyski”, R. 2, nr 55, 9 VII 1896 (czwartek), s. 2;
  • „Ziemia Przemyska”, R. 15, nr 28, 13 VII 1929 (sobota), s. 3;
  • „Wiadomości Przemyskie”, R. 3, nr 28, 12 VII 1936 (niedziela), s. 2-3.

96 x Giewont. Nowa wystawa malarstwa w budynku głównym Muzeum

96 x Giewont - plakatWe czwartek 25 czerwca 2020, w budynku głównym Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej odbył się wernisaż nowej wystawy pod tytułem 96 x Giewont. Ekspozycja prezentuje 96 prac malarskich zebranych przez Elżbietę i Andrzeja Kubasiewiczów.

O tej niezwykłej kolekcji i jej powstaniu opowiada Andrzej Kubasiewicz we wstępie do katalogu zbioru dostępnego do nabycia w naszej księgarni muzealnej, który pozwalamy sobie przytoczyć bez skrótów poniżej:

Magiczna góra, cud natury bliski każdemu Polakowi, to w zasadzie drugi symbol Polski. Ma w sobie wszystko - dostojność i tajemniczość, piękno i grozę, monumentalizm i wyrazistość, perspektywę szlachetnej linii grzbietu, przypominającej profil starego górala... Można by tak wyliczać wiele jeszcze innych jego cech. To wszystko znalazło swe najpiękniejsze odbicie nie w poezji, nie w prozie, lecz w fotografii, a przede wszystkim w malarstwie.

To polscy artyści malarze, tworzący na na przełomie XIX i XX wieku, zauroczeni widokiem wyrazistego na tle nieba, a tak charakterystycznego konturu, stworzyli dziesiątki, jeżeli nie setki artystycznych "portretów" Giewontu, przy czym każdy wydaje mi się inny.

Po raz pierwszy zdobyłem szczyt Giewontu w roku 1949, gdy u boku Mamy wspiąłem się nań. Miałem wtedy 10 lat... Od tamtego czasu bywałem z rodzicami w Zakopanem co roku. Po jakimś czasie rodziców zastąpiła żona, potem dołączyły nasze dzieci, a nie minęło wiele lat i Zakopane tradycyjnie odwiedzamy z wnukami. Wszyscy kochamy Zakopane, kochamy nasze góry, a spośród nich chyba najbardziej Giewont.

Nie pamiętam dokładnie kiedy stałem się właścicielem "mego" pierwszego Giewontu, czyli obrazu, na którym dumnie się piętrzył. Na pewno było to na początku drugiej połowy lat 90 minionego wieku, kiedy w towarzystwie żony zaczęliśmy bywać na aukcjach obrazów, organizowanych przez różne warszawskie galerie. Większość obrazów, które w tamtym, początkowym okresie stały się moją własnością, to pejzaże z widokami różnych zakątków Tatr. Na to, aby stworzyć swoisty zbiór obrazów z Giewontem w roli głównego portretowanego lub dającego wyraziste tło innym obiektom, zdecydowałem dopiero z początkiem nowego tysiąclecia, zachęcony przez mego przyjaciela Marka J. Zalewskiego, który prowadził wtedy galerię "Stary Świat" na warszawskim Nowym Świecie. Wiedział on, że mamy dom w Zakopanem i że w okna tego domu nieprzerwanie zagląda... Giewont. Wybór był zatem prosty...

Od tamtego czasu zbiór obrazów z Giewontem rozrósł się do kilkudziesięciu pozycji. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie są wybitnymi, a nawet tylko poprawnymi dziełami. Dlatego właśnie unikam określenia kolekcja, które - w moim rozumieniu - zawiera w sobie nieco bogatszą, większą zawartość, że tak to nazwę, artyzmu. Dlatego właśnie taki tytuł tego albumu: GIEWONT - kolekcja niezwyczajna, który pozwalam sobie przedstawić.

Posiadanie takiego zbioru to wielka satysfakcja, ale jeszcze większa, to pokazanie go Państwu. Album, który trzymacie Państwo w rękach to pierwszy krok prezentacji mej "kolekcji niezwyczajnej". Kolejnym będzie... Nie, nie chcę zapeszać. Na razie niech ten pięknie wydany - w mej, pyszałkowatej i bez dystansu, ocenie - album przypomni Wam to, co widzieliście, odwiedzając Zakopane. A może skłoni do zapoczątkowania innego rodzaju kolekcji niezwyczajnej...

W każdym razie życzę każdemu miłego oglądania prezentowanych na dalszych stronach obrazów i miłej lektury tekstów, które - mam nadzieję - rzucą nieco światła na losy malarzy, autorów prezentowanych dzieł, na historię Zakopanego i na to, co już bezpośrednio z Giewontem się łączy.

Andrzej Kubasiewicz 

Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia wystawy, którą prezentować będziemy do września 2020 roku.

Dokumentacja filmowa wernisażu wystawy "96 x Giewont", który odbył się 26 czerwca 2020 roku w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej.

Pokonkursowa wystawa plakatu muzealnego

Dnia 28 lutego 2020 roku w budynku głównym Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej odbyła się uroczystość wręczenia nagród laureatom XXVII Ogólnopolskiego Przeglądu Plakatu Muzealnego i Ochrony Zabytków oraz wernisaż wystawy pokonkursowej XXVII ogólnopolskiego Przeglądu Plakatu Muzealnego i Ochrony Zabytków.

Na wystawie prezentujemy około 200 plakatów nadesłanych na Przegląd. Udział w wernisażu wzięli m.in. laureaci - autorzy plakatów, jurorzy konkursu oraz przedstawiciele muzeów z Polski.

Kult der Maschine - Zbigniew Polit w Małej Galerii Fotografii

Kult der Maschine7 lutego 2020 roku w budynku Muzeum Historii Miasta Przemyśla odbyło się otwarcie wystawy fotografii Zbigniewa Polita pod tytułem "Kult der Maschine". 

Zbigniew Polit, jarosławianin. Członek stowarzyszenia twórców „Fotoklub Rzeczypospolitej Polskiej”, nauczyciel, autor dwóch opatentowanych wynalazków, satyryk. Miał 34 wystawy indywidualne w Polsce oraz 7 na Litwie zrealizowane w ramach państwowego programu propagowania pejzażu polskiego i polskich twórców.

Fotografią zajmuję się od kilkunastu lat. Obok ewolucji lotniczych, ruin zamków i polskiego pejzażu, fotografuję stare maszyny i urządzenia. Te twory człowieka, kiedyś pomagały nam w pracy, często w niej zastępowały. Kiedyś były naszą chlubą i niosły satysfakcję. A dzisiaj pordzewiałe, pozbawione wielu części, opuszczone i smutne radują oko ludzi wrażliwych na cywilizacyjne piękno. Czasem wydaje mi się, że publikując te zdjęcia, niejako oddaję im hołd, spłacam należny dług za lata ich pracy, aż do technicznej śmierci i bezużyteczności. Ale spojrzeć na to można też inaczej. Otóż konstruktorzy budując maszyny również nadawali im piękne kształty. Dzisiaj właśnie, gdy możliwości techniczne maszyn już minęły, jedynie to piękno pozostało.

www.zbigniewpolit.pl

Kult der Maschine

Kto inny lepiej rozumie i czuje maszyny jak nie ich twórca, a Zbyszek Polit jest wynalazcą, konstruktorem, producentem maszyn, a do tego wszystkiego umie fotografować. Z połączenia tych pasji powstała wystawa, która jest hołdem rewolucji technicznej z przełomu XIX i XX wieku. Epoka pary i elektryczności. Ogromny rozwój cywilizacyjny, który zmienił świat. Symbolem tamtych czasów była maszyna, co wykorzystał Charlie Chaplin tworząc znakomitą komedię „Dzisiejsze czasy”. Zbyszek inaczej patrzy na stare maszyny. Wie, czemu służyły, jak działały i potrafi wytłumaczyć funkcjonalność każdej części. Podziwia kunszt ich twórców tak jak podziwia się dzieła sztuki. O tym są jego fotografie, Starannie zakomponowane pokazujące najczęściej fragmenty, lub detale maszyn ze śladami zużycia, wżerami po rdzy albo kroplami zastygłej oliwy. Odpowiednio dobrane światło wydobywa dawne barwy, blask mosiądzu i sprawia, że przy odrobinie fantazji można poczuć zapach przepracowanego metalu i rozgrzanej oliwy. Co jeszcze jest ważne – Zbyszek przy swojej całej wiedzy technicznej patrzy na maszynę jak malarz na martwą naturę. O tak potraktowanej fotografii na pewno można powiedzieć, że jest twórcza.

Wystawa "Katedra Ormiańska we Lwowie i jej twórcy"

Katedra7 lutego 2020 roku w budynku głównym Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej odbył się wernisaż wystawy Katedra Ormiańska we Lwowie i jej twórcy.

Ekspozycja udostępniona została przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie.

W 2019 roku zakończono prace konserwatorskie przy polichromiach w katedrze ormiańskiej we Lwowie. Prace realizowane od 2008 roku finansowane były przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP oraz Narodowy Instytut Polskiego Dziedzictwa Kulturowego Zagranicą POLONIKA. Ich pomysłodawcą i koordynatorem jest Stowarzyszenie Absolwentów Akademii Dziedzictwa założone przez byłych studentów Akademii Dziedzictwa, studiów podyplomowych które prowadzone są przez MCK i Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie i dotyczą zarządzania dziedzictwem kulturowym.

Zakończenie prac stanowiło pretekst do przygotowania ekspozycji poświęconej historii katedry oraz trzem twórcom jej przebudowy i dekoracji, która powstała na początku XX wieku. Są to krakowski architekt okresu secesji i modernizmu Franciszek Mączyński, krakowski malarz i dekorator Józef Mehoffer oraz związany ze Lwowem malarz Józef Henryk Rosen. Zrealizowane przez nich prace zaowocowały powstaniem wyjątkowego dzieła, przebudowaną świątynią o orientalnym charakterze, w której wnętrzach zobaczyć można zespół monumentalnych mozaik wybitnego krakowskiego dekoratora. Głównym elementem całości wnętrza są malowidła ścienne, które w latach 20. przygotował Jan Henryk Rosen. Wyróżniając się ekspresją należą do najciekawszych przykładów polskiego malarstwa monumentalnego doby dwudziestolecia międzywojennego.

Homo Faber. Portret człowieka w cyjanotypii.

plakat16 stycznia 2020 roku w Muzeum Historii Miasta Przemyśla Rynek 9 odbyło się otwarcie wystawy Pawła Żemełko pod tytułem "Homo Faber. Portret człowieka w cyjanotypii". 

Paweł Żemełko (ŻebeeR) Rocznik ‘76, urodzony w Przemyślu. Na co dzień pracuje jako informatyk. Swoją pasję fotografiiczną rozpoczął od kilku amatorskich zdjęć. Zajmuje się fotografią cyfrową, technikami alternatywnymi i tradycyjną pracą w ciemni. Techniki: solarigrafia, cyjanotypia, proces pigmentowy, Van Dyke Brown, fotografia otworkowa, anthotypia. Oprócz pracy na standardowych aparatach małoobrazkowych tworzy na średnioformatowych oraz na własnoręcznie robionych aparatach do fotografii otworkowej.

Geometria Miasta - wystawa fotografii Artura Nizickiego

Geometria miastaDnia 10 stycznia 2020 roku odbył się wernisaż wystawy fotografii Artura Nizickiego pod tytułem "Geometria Miasta". 

Artur Nizicki, przemyślanin, mieszkający od 13 lat w Londynie, którego architekturze poświęcona jest obecna wystawa.

Autor zdjęć patrzy na londyńską architekturę z własnej, niezwykłej, perspektywy. Wydobywa z pejzażu ciekawe formy i detale architektoniczne, eksponując je w sposób niebanalny na jego tle, bądź samodzielnie. Fotografie są czarno-białe, co w odniesieniu do tematu jest ich dodatkowym walorem.

Artur Nizicki rozpoczął swoją przygodę z fotografią w przemyskim Młodzieżowym Domu Kultury, uczęszczał do Policealnego Studium Animatorów Kultury w Krośnie i studiował Fotografię na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu.

O wystawie można również przeczytać na stronie Portalu Przemyskiego.

Cztery pory roku na wsi - wystawa etnograficzna ze zbiorów MNZP

Cztery pory roku na wsi28 listopada w budynku głównym Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej odbyło się otwarcie wystawy "Cztery pory roku na wsi".

Ekspozycja, na której wykorzystano zbiory etnograficzne Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, zaaranżowana została przez Panią Katarzynę Trojanowską według zmieniających się pór roku. Składa się z przedmiotów i fotografii budujących niezwykle ważną etnograficzno-historyczną narrację o dawnej wsi.

Jest zaskakującą opowieścią o tym, czym są rzeczy zwykłe, ale uwikłane w tradycyjne obrzędy i zwyczaje.

Andrzej Jastrzębski "Moje wizje"

Andrzej Jastrzębski - Moje wizjeJan Jarosz - Dyrektor Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej oraz Jacek Szwic - komisarz galerii zapraszają na otwarcie wystawy fotografii Andrzeja Jastrzębskiego "Moje wizje". 

Wernisaż obędzie się 8 listopada 2019 roku o godzinie 18.00 w Małej Galerii Fotografii Muzeum Historii Miasta Przemyśla Rynek 9.

Wizje Andrzeja Jastrzębskiego

Określenie fotografia nieprzedstawiająca, (choć na pozór brzmi jak oksymoron) jest chyba najbliższe twórczości Jastrzębskiego. Jego prace zaskakują, bo nie przedstawiają tego, czego po fotografii może się spodziewać odbiorca. Nie ma w nich treści, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni obcując, na co dzień z wieloma obrazami fotograficznymi (zwłaszcza takimi, którymi zalewa nas internet). W jego fotografiach nie ma obiektywizmu, realizmu i dokumentalizmu, czyli tego, co od pierwszych lat istnienia fotografii wyróżniało ją z pośród innych sztuk plastycznych.

Ostrożny byłbym też z nazwaniem abstrakcją tego, co robi Jastrzębski. Wprawdzie nasuwa się pewna analogia z malarstwem abstrakcyjnym, ale powstaje ono jedynie w głowie artysty, jest wypadkową jego fantazji i materializuje się dopiero na płótnie. Natomiast fotografia jest sztuką ograniczoną prawami fizyki, chemii, a obecnie możliwościami elektroniki. Jednak fotografia, od ponad stu lat, co pewien czas odrzuca utarte kanony, burzy klasykę i na przekór aktualnym modom poszukuje nowych form wyrazu. Zresztą podobnie dzieje się w innych dziedzinach sztuki. W ten nurt wpisuje się również Jastrzębski w „swoich wizjach”. Każdy element jego fotografii ma swój początek w realu. Dopiero później wielokrotnie przetworzony i zestawiony przez artystę z innymi elementami, które się nakładają, lub wzajemnie przenikają buduje nowy obraz niepodobny do niczego, co już znamy. Trudny do zdefiniowania w sposób werbalny, zazwyczaj mający w sobie duży ładunek różnych emocji, które często dostępne są tylko autorowi.

Odbiorcy pozbawionemu treści pozostaje rytm, barwa, kontrast, walor i niedookreślone kształty. Ich dobór i układ na obrazie fotograficznym jest swoistym dokumentem zawierającym osobiste przeżycia.

Jastrzębski nie jest pierwszym, który poszukuje czegoś nowego w fotografii. Sto lat temu robił to Man Ray, a po nim wielu innych. W Polsce w drugiej połowie XX wieku z fotografią eksperymentowali min.: Dłubak, Obrąpalska, Hartwig, a także wielu innych artystów i zapewne jeszcze nie raz będziemy świadkami ucieczki fotografii od niej samej.

Jacek Szwic