wernisaż

Dyplomy 2020-2021

Plakat dyplomy 2020-2021Zapraszamy na wystawę oraz pokaz filmowy prezentujący prace dyplomowe studentów Projektowania Graficznego i Architektury Wnętrz PWSW w Przemyślu. 

Pokaz filmowy odbędzie się 3 sierpnia 2021 roku o godzinie 17.00 w budynku głównym Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Od 3 sierpnia do 3 września w Muzeum Historii Miasta Przemyśla, Rynek 9, będzie również można zwiedzać wystawę prac dyplomowych.

Jan Lebenstein 1930 – 1999

Jan Lebenstein 1930-199916 lipca 2021 roku w budynku głównym Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej, mieliśmy zaszczyt gościć Państwa na wernisażu wystawy Jan Lebenstein 1930-1999.

Wystawa zorganizowana została przez Państwową Galerię Sztuki w Sopocie we współpracy z Agencją Zegart.

Dzieła pochodzą ze zbiorów prywatnych kolekcjonerów: Urszuli i Piotra Hofman, Marii i Marka Pileckich oraz kolekcjonera z Sopotu.

Wystawa Jan Lebenstein 1930 – 1999 pomyślana jest jako obszerna retrospektywa prac tego wybitnego polskiego artysty, zbiegająca się z 90-tą rocznicą jego urodzin. W jej ramach prezentowane są różnorodne dzieła Jana Lebensteina, należące do zbiorów polskich kolekcjonerów: Marii i Marka Pileckich, Urszuli i Piotra Hofman oraz kolekcjonera z Sopotu. Ekspozycja, traktując w sposób wieloaspektowy, drogę twórczą i postać artysty, zawiera ponad 70 jego dzieł: obrazów olejnych, gwaszy, rysunków i innych form graficznych, pochodzących z różnych okresów jego działalności. Całość ma na celu zaprezentowanie twórczości artysty, jako jednej z najważniejszych figur, w polskiej sztuce, drugiej połowy XX w. Wystawa została zorganizowana przez Państwową Galerię Sztuki w Sopocie i przygotowana, do prezentacji w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej, we współpracy z Agencją Zegart.

Jan Lebenstein – malarz i grafik, ilustrator książkowy, znany i bardzo ceniony, nie tylko w Polsce. W latach 1948 – 54 studiował malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, pod kierunkiem Artura Nachta-Samborskiego. Od 1960 r. mieszkał i działał we Francji, gdzie odniósł międzynarodowy sukces artystyczny. Uprawiał oryginalną odmianę malarstwa figuratywnego, włączając doń elementy abstrakcyjne i surrealistyczne. Tworzył głównie fantazyjne prace, napełnione motywami ludzko-zwierzęcymi, pełne ekspresji i symbolicznej poetyckości. O swojej twórczości mówił w jednym z wywiadów: Moje obrazy są metaforami emocjonalnymi. Ich zadaniem jest narzucić widzowi, dobitnie, ale bez taniego wrzasku, przeżycie jakiegoś dramatu emocjonalnego, który staram się pokazać za pomocą spontanicznej przenośni.

Łyk Naftusi. Opowieść o kresowych uzdrowiskach w Truskawcu, Morszynie, Lubieniu, Niemirowie i Szkle

Łyk Naftusi

W sobotę (3 lipca) 2021 roku w budynku głównym Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej odbył się wernisaż wystawy Łyk Naftusi. Opowieść o kresowych uzdrowiskach w Truskawcu, Morszynie, Lubieniu, Niemirowie i Szkle.

Wystawa poświęcona jest uzdrowiskom w dawnej Galicji w XIX i XX wieku.

Przybliżamy na niej zwiedzającym klimat kurortów z okresu przedwojennej świetności zaprezentowaną na archiwalnych zdjęciach oraz w postaci zachowanych w prywatnej kolekcji Tomasza Kuby Kozłowskiego pamiątek.

Patronat honorowy nad wystawą objęli:

  • Marek Kuchciński – Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych, Marszałek Sejmu VIII kadencji
  • Eliza Dzwonkiewicz – Konsul Generalny RP we Lwowie
  • Vasyl Pavluk – Konsul Generalny Ukrainy w Lublinie
  • Władysław Ortyl – Marszałek Województwa Podkarpackiego
  • Aleksander Baczyk – Konsul Honorowy Ukrainy w Przemyślu
  • Wojciech Bakun – Prezydent Miasta Przemyśla
  • Andrij Kulchynskich – Mer Truskawca

Wystawę zrealizowano ze środków:

  • Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu
  • Samorządu Województwa Podkarpackiego

przy współudziale

  • Domu Spotkań z Historią

Pokonkursowa wystawa Konkursu na Nagrodę Artystyczną im. Mariana Strońskiego

-

Konkurs na Nagrodę Artystyczną im. Mariana Strońskiego - fragment ekspozycjiW niedzielę 13 czerwca 2021 roku w gmachu głównym Muzeum odbył się wernisaż wystawy pokonkursowej prac zgłoszonych do Konkursu na Nagrodę Artystyczną im. Mariana Strońskiego.

Konkurs na Nagrodę Artystyczną im. Mariana Strońskiego pod patronatem Prezydenta Miasta Przemyśla odbywa się od 2004 roku co dwa lata (do 2011 roku miał charakter doroczny). Jego głównym celem jest promowanie aktualnych dokonań środowiska artystycznego Przemyśla. Członkami Kapituły Nagrody są: Urząd Miejski w Przemyślu, Galeria Sztuki Współczesnej, Przemyskie Centrum Kultury i Nauki ZAMEK, Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej i Centrum Kulturalne w Przemyślu. Instytucje te, oprócz fundowania nagrody, którą jest nagroda pieniężna oraz pamiątkowa statuetka, realizują różne przedsięwzięcia mające na celu promocję twórczości i postaci patrona Nagrody – Mariana Strońskiego.

Do tegorocznej, 12 edycji konkursu przystąpiło 20 artystów, prezentując 52 prace malarskie, rysunkowe, fotograficzne, rzeźbiarskie, a także wykonane w technice własnej, a są to: Elżbieta Cieszyńska, Marcin Czarnopyś, Alicja Czernecka-Mikrut, Małgorzata Dawidiuk, Grażyna Gawrońska-Kasse, Katarzyna Grabka, Magdalena Hawajska, Mariczka Hrehorijczuk, Helena Jacyno, Beata Jędruch, Alicja Jurkiewicz, Anna Kałamarz-Kucz, Mariusz Kościuk, Henryk Lasko, Grażyna Niezgoda, Małgorzata Pięta, Elżbieta Piórecka, Jacek Michał Szpak, Jacek Szwic i Małgorzata Tenczyńska-Podulka.

1 czerwca b.r. trzyosobowe jury w składzie: Katarzyna Winiarska - historyk sztuki, przewodnicząca jury, prof. Andrzej Markiewicz – artysta plastyk oraz prof. Jan F. Ferenc – artysta plastyk wyłoniło laureata konkursu oraz przyznało siedem wyróżnień honorowych. Nagrodę Artystyczną im. Mariana Strońskiego 2021 otrzymała Elżbieta Piórecka za dwa obrazy „Brama II” i „Brama III” z cyklu „Dwanaście Bram – Apokalipsa”. Wyróżnienia honorowe otrzymali: Elżbieta Cieczyńska, Marcin Czarnopyś, Małgorztaa Dawidiuk, Grażyna Gawrońska-Kasse, Helena Jacyno, Mariusz Kościuk oraz Grażyna Niezgoda. Uroczyste wręczenie nagrody i dyplomów oraz otwarcie wystawy pokonkursowej odbyło się 13 czerwca b.r. w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej.

W wystawie pokonkursowej biorą udział wszyscy uczestnicy konkursu, a także kilkoro artystów, którzy chcieli zaprezentować swoje prace poza konkursem, a są to: Andrzej Cieszyński, Janusz J. Cywicki, Liliana Kalinowska, Marek Mikrut, Marek Szal, Barbara Torba i Rena Wota.

Atutem wystaw zbiorowych jest ich różnorodność. Szczególnie jest to czytelne na tegorocznej edycji konkursu, która mimo, że zawsze jest pewnego rodzaju przeglądem artystycznych dokonań przemyskich artystów, jednak w tym roku zgłoszone prace wyjątkowo odznaczają się bogactwem środków wyrazu, barwnością interpretacji i odmiennością podejmowanych tematów. Świadczy to o tym, że artystyczne środowisko Przemyśla tworzą indywidualności, z których każda, przytaczając słowa Mariana Strońskiego, ma „swój własny, odrębny świat, zamknięty w jakąś bryłę, kolor i ten świat” stara się w swojej twórczości wypowiedzieć.

Wystawę można oglądać do 13 lipca b.r. w budynku głównym MNZP.

Katarzyna Winiarska

Wertykalne/horyzontalne - nowa wystawa w Małej Galerii Fotografii

Filip Polaczek - Wertykalnie/horyzontalniePo prawie pięciomiesięcznej przerwie znowu działa Mała Galeria Fotografii w Muzeum Historii Miasta, Rynek 9. Nowy sezon wystawienniczy zaczął Filip Polaczek autorską wystawą „Wertykalne/horyzontalne”.

Filip Polaczek ma dziewiętnaście lat i jest uczniem Państwowego Liceum Plastycznego w Jarosławiu (matura za dwa miesiące). Interesuje się filmem, maluje i fotografuje od kilku lat.

W fotografii cechuje go konsekwencja, rzadka zwłaszcza wśród początkujących twórców. Filip pracuje w technice analogowej (w procesie C-41), a zamierzona niedoskonałość techniczna gotowych odbitek sprawiają, że jego monochromatyczne prace klimatem przypominają fotografie z przed pół wieku. W wybieraniu odpowiednich momentów do fotografowania kieruje się intuicją, ale już w sposobie kadrowania i kompozycji widać dyscyplinę, być może wyniesioną z lekcji w „plastyku”.

We wstępie do wystawy autor napisał: „Wsłuchaj się, stojąc nad przepastną krawędzią człowieczego bytu, a usłyszysz pieśń o drodze. Ileż to razy wybrzmiewały stamtąd słowa o ścieżkach. Leży to w naturze dźwięku, że najczęściej słyszymy go nim dostrzeżemy jego źródło. Ścieżki interesowały mnie tylko wtedy, gdy kroczyłem po swoich i to własnymi krokami. Zauważyłem, że w ich naturze leży zanikanie i pojawianie się nowych, jednak zawsze są to ścieżki wywodzące się od głównej drogi, która jest ich stałym trzonem. Odnoszę wrażenie, że to nie ja wybrałem fotografię, lecz ona mnie. Był to moment, kiedy zacząłem dostrzegać inne ścieżki. Nigdy nie poczytywałem ich, jako dróg ziemskich, tu też rodzi się określenie ich, jako horyzontalne oraz wertykalne – spojrzenie jest niezwykle względne. Zaś zacierająca się granica wyobraźni między światem widzialnym a kreowanym, dla artysty może być wstępem do zrozumienia natury świata”.

Wystawa ta jest jego debiutem, więc życzę Filipowi następnych, równie udanych.

Jacek Szwic

Piękne Przemyślanki - nowa wystawa w Muzeum Historii Miasta Przemyśla

Od wtorku 9 marca 2021 roku w Muzeum Historii Miasta Przemyśla Rynek 9, zwiedzać będzie można nową wystawę fotografii ze zbiorów Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Tym razem zaprezentujemy Państwu portrety kobiet w obiektywach artystów fotografików pracujących w Przemyślu w drugiej połowie XIX i początku XX w. 

 

Kilka słów o wystawie...

"Piękne przemyślanki" - fotograficzne portrety kobiet ze zbiorów MNZP

Janina Osińska 1910 r.Portrety - wizerunki żyjących osób (poza szczególnymi przypadkami portretów imaginowanych), ukazujące je w określonym momencie, znane są od starożytności. Przez stulecia do ich tworzenia używano technik malarskich i rzeźbiarskich. W XIX wieku pojawiło się nowe medium, niosące nowe możliwości – fotografia. Poza wiernym odwzorowaniem postaci fotografia, w porównaniu z rzeźbą i malarstwem, miała dwie zalety, zapewne w znacznym stopniu rekompensujące brak koloru, czy trójwymiarowości – była stosunkowo tania i wymagała krótkiego, zwykle jednorazowego pozowania. Do tej pory, te kryteria spełniał tylko rysunek, na ogół szkicowy. W niedługim czasie doszła jeszcze jedna, niebagatelna, zaleta – powtarzalność wizerunku. Negatywy, przez kilkadziesiąt lat tylko szklane, nie tylko pozwalały na uzyskanie kilku pozytywów - fotografii w momencie ich zamówienia, ale i w późniejszym okresie. Klisze były przechowywane w zakładach fotograficznych przynajmniej przez kilka lat – czasem o wiele dłużej, czego świadectwem są zachowane negatywy.

Fotografia, stale udoskonalana, bardzo szybko stała się popularna. Zakłady fotograficzne powstawały nawet w niedużych miejscowościach. W większych było ich przynajmniej kilka. Podobnie było też w Przemyślu, w którym zawodowi fotografowie pojawiają się co najmniej od lat 60. XIX w. Niektóre z zakładów działały nieprzerwanie kilkadziesiąt lat, inne tylko kilka, ale zostawiły nam bezcenne dziedzictwo w postaci fotografii dokumentujących wygląd miasta, a przede wszystkim ludzi zamieszkujących ówczesny Przemyśl i jego najbliższe okolice. Fotografia portretowa, wykonywana w atelier fotograficznym, jest swoistą kontynuacją malarstwa – z jego sztafażem i upozowaniem modela, często na tle ukazującym pejzaż lub "pałacowe" wnętrze. Jednak wiele osób sportretowano na jasnym, neutralnym tle, pozwalającym ukazać wszystkie ich zalety (i wady). W zbiorach ikonograficznych MNZP fotografia portretowa, w tym autorstwa przemyskich fotografów, stanowi znaczący procent. Wiele z nich przedstawia kobiety - bohaterki naszej wystawy. Ze względu na szczupłość miejsca można było wyeksponować tylko niewielki wycinek zbioru. Większość wizerunków, niestety, jest anonimowa.

Zaprezentowane fotografie pochodzą z lat ok. 1870 - 1914. Przeważają fotografie ukazujące modelkę w popiersiu, rzadziej w półpostaci, czy ujęciu do kolan, najczęściej w najpopularniejszym małym formacie tzw. wizytówkowym. Pomimo pewnego skonwencjonalizowania sposobu przedstawiania portrety różnią się, nie tylko dzięki innemu upozowaniu, ale i chęci uchwycenia cech charakterystycznych modelki, a nawet jej charakteru. Zapewne w większości przypadków były to tylko próby, ale dzięki temu każda ze sfotografowanych pań staje się indywidualnością, nawet jeśli nie znamy jej nazwiska. Dużą różnorodnością odznaczają się stroje modelek, zgodne z obowiązującą modą i dostosowane do wieku, a także pozycji społecznej swych właścicielek. Większość z nich można określić jako codzienne, a tylko kilka to stroje spacerowe i wizytowe. Prawdopodobnie chronologicznie najstarszy jest całopostaciowy portret Henryki Łuczyńskiej(?), zapewne z lat 70. XIX w., ukazujący młodą kobietę w sukni z turniurą. Mniej więcej z tego samego czasu pochodzi popiersie młodej kobiety w sukni z trójkątnym dekoltem i fryzurą z grubego warkocza. Większość pozostałych można datować na przełom XIX w. Młode panny noszą jasne, zapewne białe, suknie lub bluzki, a inne panie stroje w ciemniejszych kolorach. Przez długie lata uważano, iż pannom przystoją jasne, pastelowe kolory, a dopiero mężatki mogą sobie pozwolić na intensywniejsze odcienie, zaś osoby starsze powinny nosić ciemne barwy. Nie było to jednak ścisłą regułą, np. letnie suknie noszono w jasnych barwach, czego przykładem jest całopostaciowa fotografia Jadwigi Krzyżanowskiej, w kapeluszu ozdobionym kwiatami i piórami rajskiego ptaka, powstała w 1. dekadzie XX wieku. Prawdopodobnie z tego samego okresu pochodzi fotografia kobiety w ciemnej sukni i kapeluszu ozdobionych takimi samymi aplikacjami w formie dużych kwiatów magnolii. Ciekawie prezentuje się dama w stroju zapewne spacerowym - jasnym płaszczu i dopasowanym do niego kapelusiku, prawdopodobnie z lat 80. XIX w., a bardziej oryginalnie kobieta w aksamitnym żakiecie i berecie z piórem. Modne stroje prezentują Jadwiga Osińska i Stefania Jacyszynówna, ta pierwsza w stylu secesji ok. 1900 r., druga mody z ok. 1910 r., właściwie już "posecesyjnej". Przykładem stroju żałobnego z tego czasu jest ubiór Janiny Jacyszynówny, z gęstą, długą woalką na kapeluszu. Ubiory pań uzupełnia biżuteria, najczęściej kolczyki, ale też broszki, medaliony, naszyjniki i łańcuszki. Kilka z nich zrezygnowało z biżuterii na rzecz bogatych haftów i innych zdobień samej sukni.

Ze względu na anonimowość większości fotografii określenie "piękne przemyślanki" należy traktować umownie. Jednak fakt, iż zostały one wykonane w Przemyślu - o czym świadczą firmowe winiety - pozwala na takie ich nazwanie. Zaprezentowane portrety pań - niezależnie od ich wieku i urody - dają zaledwie wgląd do minionego świata, jego mody i obyczajów, którym kres przyniosła I wojna światowa.

Dorota Zahel

Polska scenografia i kostiumy teatralne XIX i XX wieku

Polska scenografia i kostiumy teatralne XIX i XX wieku9 października w Muzeum historii Miasta Przemyśla odbył się wernisaż wystawy Polska scenografia i kostiumy teatralne XIX i XX wieku.

Kilka słów o wystawie...

Nieodłącznym elementem przedstawień teatralnych jest scenografia i kostiumy. To one tworzą obraz i kształtują przestrzeń sceniczną. Pozwalają odbiorcy przenieść się do świata wyobraźni i oderwać się od codzienności, ponieważ jak twierdził Stanisław Wyspiański:

„Na scenie wszystko da się zrobić, byle nie tak, jak się dzieje w życiu”.

Każde przedstawienie, niezależnie czy to w dramacie, operze, czy balecie potrzebuje odpowiedniej oprawy. W Polsce w XX w. nadszedł czas nowoczesnego teatru, który nierozłącznie splata tradycję scenograficzną z nurtami pojawiającymi się wówczas w sztuce. Liczni artyści plastycy, jak np. Stanisław Wyspiański, bracia Pronaszkowie, czy Józef Szajna, zaczynają jednocześnie tworzyć projekty na scenę. Nie brakuje i takich, którzy swoją artystyczną wizję wyrażali przede wszystkim poprzez teatr. Mieszały się więc ze sobą różne konwencje. Z jednej strony dawna tradycja obrazowania dramaturgii scenicznej, z drugiej szybko zmieniająca się sztuka współczesna. Charakterystyczne były tu wątki narodowe i ludowe. Pojawiły się też całkiem nowe sposoby operowania formą, stawiające na bardziej bezpośredni kontakt z odbiorcą, jak spektakle poetyckie, groteskowe, a także te mocno nacechowane odniesieniami symbolicznymi i metaforycznymi. Temu wszystkiemu służyć miała sztuka.

Teatr rządzi się szczególnymi prawami, także jeśli chodzi o scenografię i kostiumy. Przedstawienie dzieje się w jednej chwili, w teraźniejszości, to właśnie wtedy powstaje pełny obraz świata, który został stworzony na potrzeby konkretnej sztuki teatralnej. Wyjątkowe jest tu zjednoczenie świata materialnego z tym co nieuchwytne i nienamacalne, realnego z wyobrażonym, słowa i gestu, dźwięku i obrazu. Na scenie współgrają ze sobą przestrzeń, światło, kolor, ruch i dźwięk. To wszystko scenograf musi połączyć w jeden obraz stwarzanej rzeczywistości scenicznej. Teatr angażuje odbiorcę w pełni, stając się w momencie odgrywania sztuki odrębnym światem. Jest on odzwierciedleniem wizji reżysera, scenografów i aktorów, którzy nie tworzą jedynie kostiumu, skorupy, ale kreują całego, zamkniętego w niej bohatera, żyjącego i odczuwającego. Widz nie widzi aktora, ale postać, którą ten odgrywa. W końcu sztuka zależna jest od publiczności od przeżycia, zrozumienia, wrażliwości i emocjonalności uczestników, którzy nadają sens jej istnieniu i zachowują wrażenia w pamięci.

Polscy scenografowie XX w. czerpali z nieograniczonego źródła, jakim była ówczesna sztuka. Szybko zmieniające się nurty i style artystyczne pozwalały na oddanie każdej, nawet najbardziej fantazyjnej wizji artysty plastyka. Powoli odchodzono od bezgranicznego hołdowania tradycji teatralnej i zaczęto poszukiwać nowych rozwiązań, które na wzór sztuki prowadziły często na drogę eksperymentu, zarówno formalnego, jak i treściowego. Wyznacznikiem nowych projektów stał się symbol, niezwykłość i fantazja. Artyści często odwoływali się do skrajnych emocji odbiorcy, chcąc wzbudzić grozę, lęk i niepewność. Konwencje, style, formy, a wreszcie osobowości samych projektantów. Prowadziło to do stworzenia niepowtarzalnej wizji i obrazu świata, który miał być spójny z przedstawianą sztuką teatralną.

W Polsce kilka ważnych ośrodków, w których kształcili się twórcy. Przede wszystkim byli to projektanci związani z kręgiem sztuki krakowskiej. Mentorami nowych pokoleń scenografów byli tu przede wszystkim Stanisław Wyspiański, jego uczeń Karol Frycz i Andrzej Stopka. Wszyscy trzej byli profesorami tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. Ze scenografią mierzyli się również członkowie powojennej Grupy Krakowskiej. Na wystawie przedstawiamy między innymi prace Kazimierza Mikulskiego, Andrzeja Kreutz-Majewskiego oraz Lidii i Jerzego Skarżyńskich. Inną uczelnią kształcącą projektantów była warszawska Akademia Sztuk Pięknych, gdzie nie brakowało ambitnych i poszukujących nowych rozwiązań artystów. Wymienić tu warto choćby Zofię Wierchowicz, czy Andrzeja Sadowskiego. Nie brakowało i mniejszych, bardziej lokalnych ośrodków związanych bezpośrednio z konkretnymi teatrami, w których na stałe zatrudniani byli scenografowie. Artyści często wiązali się zawodowo z jednym reżyserem.

W polskich projektach scenograficznych i kostiumowych charakterystycznym motywem było nawiązanie do wątków narodowych, utożsamianych często z ludowością. Obecne były one przede wszystkim w pracach takich artystów jak Stanisław Wyspiański i Kazimierz Mikulski. Choć nie brakuje ich także w projektach scenografów młodszego pokolenia. Wymienić tu można choćby Ali Bunscha i jego projekty lalek do sztuki „Piast i Popiel” z 1964 r., czy Ewe Nahlik i jej „Igraszki z diabłem” z 1963 r.

Polski teatr odwoływał się do tradycji. Z niej wywodzili swoje projekty artyści pochodzący z kręgu sztuki krakowskiej. Mentorami nowych pokoleń scenografów byli tu przede wszystkim Stanisław Wyspiański, jego uczeń Karol Frycz i Andrzej Stopka. Wszyscy trzej byli profesorami tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. Jednak polska scenografia XX w. to nie bezgraniczne hołdowanie tradycji, ale poszukiwanie nowych rozwiązań. Odejście od realizmu w stronę eksperymentu, fantazji i niezwykłości. Temu służyły szybko zmieniające się w XX w. nurty artystyczne. Poszukiwania charakterystyczne były dla powojennej Grupy krakowskiej. Na wystawie przedstawiamy między innymi prace Kazimierza Mikulskiego, Andrzeja Kreutz-Majewskego oraz Lidii i Jerzego Skarżyńskich. Polska scenografia to nie tylko Kraków. Istniało wiele ważnych ośrodków, w których kształcili się twórcy. Jednym z nich była Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie nie brakowało ambitnych, poszukujących nowych rozwiązań projektantów. Wymienić tu warto choćby Zofię Wierchowicz, czy Andrzeja Sadowskiego.

Renata Grzebuła

All is Real - Jacek Szwic w Małej Galerii Fotografii

All is RealOd 2 października w Małej Galerii Fotografii oglądać możemy nową wystawę fotografii Jacka Szwica pod tytułem "All is real".

Wystawa ta jest kolejną z cyklu „All is real”, który kontynuuję od wielu już lat. Interesują mnie ludzie w sytuacjach, które prowokują pytania – Kto? Co? Dlaczego? Gdzie? Odpowiedzi na nie jest tyle, ilu odbiorców i każdemu pozostawiam dowolność interpretacji, wynikającą z jego doświadczeń albo też fantazji. Pojedyncze, pozbawione podpisów fotografie są jak stop klatki z filmu, którego nikt nie nakręcił, ale każdy może do niego dobudować własną fabułę, z własną puentą.

Jacek Szwic

Autor jest członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików /nr leg. 775/ i dziennikarzem.

Brał udział w ponad stu wystawach zbiorowych, miał 37 wystaw indywidualnych w kraju i za granicą: Francja, Grecja, Irlandia, Słowacja, Ukraina. Jego prace znajdują się w zbiorach Muzeum Andy Warhola w Miedzilaborcach, w Muzeum Fotografii w Arles, w Galerii „Światło i cień” we Lwowie, w Galerii Domu Polskiego w Dublinie oraz galeriach krajowych i zbiorach prywatnych. Zorganizował wiele plenerów i akcji artystycznych, między innymi dwie edycje Międzynarodowego Festiwalu Fotografii w Przemyślu (1998, 1999). Założył i prowadził międzynarodową grupę twórcą Black & White. Przez dziesięć lat prowadził White Photo Gallery w Klubie Niedźwiadek w Przemyślu, był kuratorem Galerii Fotografii „Mała sień” w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej. Był autorem i kuratorem międzynarodowego projektu „The Limits of te document” realizowanego przez Galerię Sztuki Współczesnej w Przemyślu. W ramach „Roma Decade” uczestniczył w projekcie Community Children In Miedzilaborce finansowanym przez Fundation Open Society Institute. W 2014 roku w ramach stypendium twórczego Prezydenta Miasta Przemyśla zrealizował autorski projekt „Pracownie przemyskich artystów”. Od ponad trzech lat prowadzi Małą Galerię Fotografii w Muzeum Historii Miasta, oddziale Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej.

e-mail: photjack@o2.pl

Strefa Reportera - Stanisław Dulny w Małej Galerii Fotografii

Stanisław Dulny21 sierpnia 2020 roku Małej Galerii Fotografii Muzeum Historii Miasta Przemyśla Rynek 9 odbył się wernisaż wystawy fotografii: Stanisław Dulny - Strefa Reportera.

Strefa reportera

Na początek kilka słów o tym, czym jest reportaż fotograficzny. Według Słownika Języka Polskiego PWN: „reportaż to gatunek prozy publicystycznej, żywy opis zdarzeń i faktów, znanych autorowi z bezpośredniej obserwacji”. Wystarczy jednak zamienić „prozę” na „fotografię” i mamy prostą definicję reportażu fotograficznego, który jest chyba najtrudniejszym z uprawianych współcześnie gatunków fotografii. Dowodem na to jest organizowany od 1955 roku konkurs „World Press Photo”. Fotograficzny Olimp. Zdjęcia laureatów stają się ikonami tak jak fotografia Jeffa Widenera „Nieznany buntownik” na placu Tian’anmen. W ciągu ponad stu lat istnienia reportażu fotograficznego powstało wiele szkół i stylów tego gatunku. Począwszy od tych najbardziej znanych wstrząsających reportaży z wojen, katastrof, zamachów oraz wydarzeń ogólnoświatowej rangi. Takich często przeznaczonych dla odbiorcy o mocnych nerwach. Na drugim biegunie jest wracający ostatnio do łask „reportaż humanistyczny”. Taki, w którym nie ma grozy ani krwi. Natomiast są ludzie, przyroda, jest zwyczajne codzienne życie. Są prawdziwe historie dziejące się w miejscach, o których nie mielibyśmy pojęcia gdyby fotoreporter tam nie trafił. Znany francuski fotograf, Edouard Boubar przekornie mówił, że specjalizuje się w reportażu, w którym „nic się nie dzieje”. Prezentowane na wystawie fotografie Stanisława Dulnego zaliczyłbym właśnie do takiego gatunku reportażu, w którym pozornie nic, albo niewiele się dzieje. Lecz co się może dziać w pogodne popołudnie w małym miasteczku, albo w sennej wiosce? Przecież w takich miejscach, gdzie czas ma inny wymiar na tym polega „samo życie”, o którym Dulny opowiada językiem fotografii. Szczerze, stosując klasyczne kadry, bez patosu i udziwnień i co ważne bez ironizowania na temat małomiasteczkowości. W jego zdjęciach widać sympatię, jaką darzy swoich bohaterów i próbę zrozumienia świata, w którym przyszło im żyć.

Jacek Szwic

Stanisław Dulny, członek Związku Polskich Artystów Fotografików (nr leg: 1255). Urodził się i mieszka w Ostrowcu Świętokrzyskim. Fotografią pasjonuje się od około 40 lat. Twórczo związany z działającym od lat Fotoklubem Ostrowieckiego Browaru Kultury. Przez ponad dwadzieścia lat współpracował z redakcją Gazety Ostrowieckiej oraz wieloma ogólnopolskimi tytułami. Jest szczególnie zainteresowany szeroko rozumianą fotografią społeczna, ale też fotografuje tematy sportowe. Od 1998 roku uczestniczy w Międzynarodowym Plenerze „Podlaski Przełom Bugu”. Brał udział w warsztatach portretu i aktu prowadzonych przez Sergiusza Sachno. Brał udział w wielu wystawach krajowych i miał kilka wystaw autorskich.

Z albumu Adama Wysockiego Przemyśl i przemyślanie cz. 1 „Iwanek”

[…] wrażliwy na piękno w każdym jego przejawie […]. Szukał prawdy, o życiu i ludziach. Jeśli się angażował, to całym sobą. Inaczej nie umiał.
(Zbigniew Grochowski, Wspomnienie o Adamie Wysockim, „Życie Przemyskie” 1968)

Adam Wysocki był jednym z tych twórców, którzy w swoich pracach w sposób bardziej lub mniej zamierzony zapisywali historię miasta i jego mieszkańców. Oprócz tego, że był mistrzem doskonałej fotografii portretowej, wykonywanej w atelier, gdzie był czas na stylizację, upozowanie, a mniej miejsca i czasu na przypadek, Wysocki był również mistrzem zdjęć dokumentalnych, utrwalających życie, które toczyło się wokół. Wychodził z aparatem na ulice, w plener, fotografował różnego rodzaju uroczystości czy spotkania towarzyskie. Są to ujęcia spontaniczne, tętniące życiem, naturalnością, i chociaż czasem nieostre, poruszone, to rozczulająco prawdziwe. Takie są kompozycje z jarmarku „Iwanek”, zorganizowanego około 7 lipca 1938 roku na przemyskim Rynku. W zbiorach Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej znajdują się jedynie negatywy tych ujęć. Fotografie prawdopodobnie nigdy nie były publikowane ani pokazywane szerszej publiczności. Do celów wystawy z oryginalnych klisz (6 x 6 cm) wykonaliśmy metodą cyfrową odbitki o wymiarach 30 x 30 cm, dzięki temu uwydatniły się walory fotografii i powstała możliwość przyjrzenia się detalom.

Adam Wysocki urodził się 28 III 1886 roku w Radziechowie (obecnie na Ukrainie) jako syn Feliksa Wysockiego, nauczyciela szkół ludowych, i Władysławy z Żurowskich. Po śmierci ojca matka z dziećmi przeniosła się do Przemyśla (zamieszkała w neogotyckiej, nieistniejącej już willi „Jagiełło” należącej do rodziny Skarżyńskich przy ulicy Sienkiewicza 7), gdzie przyszły fotograf uczęszczał do gimnazjum i w 1906 roku zdał egzamin dojrzałości. W 1900 roku, mając 14 lat, rozpoczął pracę w atelier fotograficznym Bernarda Hennera przy ulicy Mickiewicza 6. Początkowo wykonywał retusze fotografii, a przy okazji zgłębiał tajniki fotografowania, owej sztuki „rysowania za pomocą światła”. Jednak nie tylko fotografia zaprzątała głowę młodego Wysockiego. Jego pasją były też maszyny i teatr. Po maturze studiował budowę maszyn w Szkole Politechnicznej we Lwowie i Akademii Handlowej w Wiedniu. Jednocześnie od 1908 roku był związany z przemyskim teatrem „Fredreum” jako aktor, reżyser, autor i tłumacz sztuk, a później także jako fotograf teatralny (od 1910 do 1947 roku prowadził „Pamiętnik teatralny”, zapisując w nim istotne wydarzenia z życia „Fredreum”).

Od ukończenia studiów aż do 1926 roku życie zawodowe Adama Wysockiego było związane z jego wykształceniem. Pracował jako urzędnik techniczny i administracyjny w przedsiębiorstwach budowlanych w Galicji. Obejmując różne funkcje nabierał doświadczenia i piął się po szczeblach kariery. W 1918 roku otrzymał stanowisko kierownika sekcji budowlanej w Ekspozyturze Budowlanej w Przemyślu. Dwa lata później porzucił tę posadę podejmując pracę jako sekretarz w Towarzystwie Agrarno-Osadniczym we Lwowie. Pomimo obowiązków zawodowych utrzymywał kontakt z Bernardem Hennerem, swym pierwszym pracodawcą i nauczycielem fotografii. Równocześnie sporo fotografował amatorsko. 2 lutego 1926 roku Bernard Henner zmarł. Był to moment przełomowy w zawodowej biografii Adama Wysockiego. Postanowił poświęcić się fotografii. Można domniemywać, że gdyby nie śmierć Bernarda Hennera, kariera zawodowa Adama Wysockiego potoczyłaby się starym torem. Wysocki zrezygnował z dotychczasowej pracy i podjął starania o uzyskanie pozwolenia na samodzielne wykonywanie profesji swego mistrza. Być może przymierzał się do tego kroku już wcześniej, bowiem jeszcze w czerwcu 1923 roku kupił od Hennera (gdy ten miał 80 lat) wyposażenie całego studia przy ulicy Mickiewicza 6. Ostatecznie 10 listopada 1926 roku Adam Wysocki otrzymał od starostwa przemyskiego kartę rzemieślniczą. Od tego czasu zawodowo związany był już tylko z fotografią.

Swej pasji do maszyn jednak nigdy nie porzucił. Oprócz pracy w atelier fotograficznym i czynnej działalności w „Fredreum” oddawał się wieczorami konstruowaniu „silnika spalinowego z wirującymi tłokami”. Niestety, zmarł 25 stycznia 1966 roku i nie zdążył odebrać patentu wynalazcy na silnik (decyzja Urzędu z 8 V 1967).

Iwanek

[…] można kochać piękno w życiu tak zwyczajnie, we wszystkich jego przejawach i cieszyć się samym jego utrwalaniem w fotografii.
(Grażyna Stojak, Z albumu Adama Wysockiego, 2006)

Zaprezentowane na wystawie fotografie są ilustracją być może ostatniego lub jednego z ostatnich „iwankowych” jarmarków w Przemyślu. Jarmarki te były związane z obchodami narodzin świętego Jana (Iwana) Chrzciciela. Święto to w kalendarzu wschodnim przypada na dzień 24 czerwca, co w kalendarzu gregoriańskim odpowiada dacie 7 lipca. Wtedy, na początku lipca, organizowano jarmark zwany „Iwankiem”.

Jak wiadomo, obchodom bazującym na chrześcijańskich tradycjach w odniesieniu do rytu łacińskiego towarzyszyły ludowe zwyczaje i zabawy, tu warto wspomnieć o sobótce nocy świętojańskiej lub kupalnocce. Jeśli chodzi o analogiczne zabawy na naszym terenie w kontekście obrządku wschodniego, organizowane w społeczności ukraińskiej odpowiednikiem nocy świętojańskiej lub kupalnocki jest nicz na Iwana Kupała (Noc Iwana Kupały).

Obecnie nazwa „Iwanek” całkowicie znikła z pamięci mieszkańców Przemyśla. Ostatnie znalezione przez autorkę źródło (poza fotografiami Adama Wysockiego) pochodzi z 1936 roku.

„Iwanek” pod magistratem. Przez cały rok oczekiwany jarmark „iwankowy” zawitał na rynek w całej okazałości swych tradycyjnych i malowanych krytych straganów, na których przekupnie poukładali rozmaite towary, począwszy od barwionych obwarzanków a kończąc na literaturze religijnej i popularno-klerykalnych broszurach.
Moc ludu okolicznego zaległo rynek, aby pogadać, coś niecoś oglądnąć, potargować, czasem jakąś drobnostkę kupić. […]

(„Wiadomości Przemyskie”, 12 VII 1936)

Ten barwny opis jarmarku mógłby dotyczyć też tego, z 1938 roku, udokumentowanego przez Adama Wysockiego. Jednak mimo kwiecistego języka, pod koniec wypowiedzi daje się wyczuć wyraźnie lekceważący ton:

Cały „Iwanek” […] mógłby bez ujmy i uszczerbku odbywać się np. nieco dalej od rynku. Bo i za cóż ta kara?
(„Wiadomości Przemyskie”, 12 VII 1936)

Jarmark „iwankowy” nie był atrakcyjny dla mieszkańców Przemyśla już wcześniej, w 1929 roku, gdy był w prasie ostro krytykowany:

Trzeba z tem skończyć. Każdego roku w okresie tzw. „iwanka” śródmieście nasze zamienia się w jarmarczny plac pełny nieestetycznych budek i namiotów, które czynią z Przemyśla obraz ostatniej dziury prowincjonalnej. Twierdzimy, że na przyszłość należy temu zapobiec. „Iwanek” całkiem dobrze może się odbywać, albo za miastem, albo też na któremś z przedmieść.
(„Ziemia Przemyska”, 13 VII 1929)

Natomiast bez mała pół wieku wcześniej, w 1889 roku, z nostalgią wspominano na łamach „Gazety Przemyskiej” wielki, zdaje się kilkudniowy jarmark, oczekiwany z utęsknieniem cały rok, który z nastaniem epoki kolei w Przemyślu stracił na znaczeniu.

Iwanek, jarmark tradycyjny, drogi każdemu Przemyślaninowi wspomnieniem lat dziecinnych, kiedy to jeszcze chodziło się do szkoły i liczyło od Iwanka z gorączkową niecierpliwością dnie i godziny dzielące od złotych chwil wakacyjnych – upada. Z budową koleji, rozszerzeniem sieci żelaznej po całym kraju, zaopatruje się nawet najmniejsza mieścina wprost u źródła w swoje potrzeby, a mieszkańcy przyległych Przemyślowi miejscowości nie potrzebują już więcej na Iwanka zjeżdżać do nas. Hej, hej, gdzie te czasy, jak kilka dni już przed Iwankiem napływała tłumnie ludność do miasta. Domy zajezdne nie mogły pomieścić gości. Za Sanem, na Targowicy, przed ruską katedrą, na ulicy Franciszkańskiej koczowano i sypiano na wolnem powietrzu w ciepłe noce lipcowe. W rynku stały niezliczone kramy, zaopatrzone obficie w przeróżny towar łokciowy, krasne chusty, barwne wstążki, korale, pierścionki, błyskotki, obrazki, książki do nabożeństwa, zabawki i figle. Przed kramami w zwartych szeregach wystawały całymi dniami hoże dziewuchy i dziarskie parobczaki, kupując, targując, przeglądając, próbując, weseląc i radując się nabytkiem dla stroju, zabawy lub domowej potrzeby. Od świtu do nocy słychać było po mieście gwizdawki, przygrywki na fujarce i rzempolenie skrzypek. Młodzież szkolna w towarzystwie rodziców uwijała się po jarmarku i jeśli były widoki na dobrą klasę, wracała obładowana przeróżnymi darami. Aż ze Lwowa przybywali kupcy z towarem, szczególniej piernikarze. Należało do dobrego tonu między inteligencyą miasta kupować pierniki u sławnego Lewickiego. Gosposie i gospodarze znów przeglądali bydełko, nabywali kufry i skrzynie malowane w kwiaty, naczynia bednarskie, wyroby szklarskie, przyodziewek, kożuchy i barany. Dziś Iwanek zmalał do rozmiarów targu miejscowego, jest on tylko cieniem dawnego jarmarku, przypomnieniem przeszłości i zniknie z widowni, jak znikł Włoch domokrążca z jedwabnym towarem, brykarz, faktor hotelowy i bałaguła. Wiek XIX niweluje wszystko szybko.
(„Gazeta Przemyska”, 7 VII 1889)

Co ciekawe, ten sam tekst został opublikowany powtórnie kilka lat później w „Echu Przemyskim” (1897).

Zacytowane wyżej opisy obrazują, jak zmieniały się upodobania i nawyki mieszkańców Przemyśla. Kiedyś coroczny jarmark był okazją do nabycia niespotykanych na co dzień towarów (w lipcu można było kupić „kożuchy i barany”), a także miejscem, gdzie w dobrym tonie było pokazać się i kupić pierniki „u sławnego Lewickiego” ze Lwowa. W wieku XX stał się plebejską rozrywką, atrakcyjną być może jedynie dla niższych warstw społecznych i dzieci. Jednak mimo niepochlebnych wypowiedzi w prasie, wydaje się, że i dla Adama Wysockiego jarmark był barwnym i ciekawym wydarzeniem, spektaklem na „scenie” przemyskiego Rynku. Wyobraźmy sobie więc, że nasz fotograf jako widz przechadza się między straganami i chwyta co bardziej interesujące kadry. Udało mu się doskonale utrwalić atmosferę owego dnia. Niemal słychać zgiełk, śmiechy, a czerń i biel fotografii ustępuje złocistemu światłu lipcowego słońca.

Niestety, stało się tak jak w opisie z 1889 roku. „Iwanek” zniknął ze scenerii miasta i pamięci jego mieszkańców. Dobrze, że zostały fotografie. Są one dla nas przypomnieniem przeszłości, choć nie tego wielkiego jarmarku, którego przepych i różnorodność trudno sobie wyobrazić, lecz już jego cienia, niechcianego, z pogardą odrzucanego przez wyższe warstwy. Jest to świat, który odszedł bezpowrotnie: kataryniarz z papugą, mężczyzna sprzedający orzeźwiający napój, dziewczyna z workiem pełnym obwarzankowych wieńców… Świat zamknięty w kwadratowym kadrze fotograficznej kliszy…

Katarzyna Winiarska
kuratorka wystawy

Bibliografia

  • Zbigniew Grochowski, Wspomnienie o Adamie Wysockim, „Życie Przemyskie” 1968, nr 7, s. 4;
  • Grażyna Stojak, Z albumu Adama Wysockiego, Przemyśl 2006.

Źródła dotyczące jarmarku „Iwanek”

  • „Gazeta Przemyska”, R. 3, nr 45, 7 VII 1889 (niedziela), s.2-3;
  • ten sam tekst w „Echu Przemyskim”, R. 2, nr 54, 8 VII 1897 (czwartek);
  • „Kuryer Przemyski”, R. 2, nr 55, 9 VII 1896 (czwartek), s. 2;
  • „Ziemia Przemyska”, R. 15, nr 28, 13 VII 1929 (sobota), s. 3;
  • „Wiadomości Przemyskie”, R. 3, nr 28, 12 VII 1936 (niedziela), s. 2-3.