O choinkach, podłaźnikach i dekorowanych drzewkach

ChoinkaMiesiąc grudzień kojarzy nam się ze śniegiem, z końcem roku, ale przede wszystkim ze świętami Bożego Narodzenia. Gdyby zapytać najmłodszych o pierwsze skojarzenia związane z tym czasem, to najprawdopodobniej odpowiedzieliby, że w grudniu przychodzi Św. Mikołaj i pod choinką zostawia upragnione prezenty. Dzisiaj chyba nikt z nas nie wyobraża sobie świąt bez pachnącego, bożonarodzeniowego drzewka. Przystraja ono miejsca publiczne, place i urzędy. Sklepy i centra handlowe prześcigają się w eksponowaniu jak największych i możliwie jak najpiękniej ozdobionych zielonych choinek. Współcześnie w Polsce to przede wszystkim ona stała się symbolem świąt Bożego Narodzenia. Jednak nie jest to nasza tradycja. Często zadajemy sobie pytanie, kiedy właściwie “przyszła” do nas ta moda i co było przed tym?

Cofnijmy się więc w przeszłość. Według legend, choinkę jako symbol narodzenia Jezusa już w VIII wieku proponował św. Bonifacy, mnich z Anglii, kiedy nawracano Germanów. Poganie ci czcili w owym czasie potężny dąb. Legenda głosi, że św. Bonifacy chciał wykazać ich kruchość wiary i nakazał ściąć drzewo 24 grudnia. Dąb przewracając się zrobił wielkie szkody wokół siebie, uchowała się tylko maleńka sosenka, (według innych wersji jodełka). Mnich uznał to za znak i oświadczył Germanom, że to małe zielone drzewko jest prawdziwą potęgą i może godnie symbolizować Boga i jego Syna – Jezusa Chrystusa.

Niektórzy może słyszeli góralską legendę, według której pomysłodawcą świątecznego drzewka był niedźwiedź. Kiedy narodził się Jezus, zwierzęta postanowiły przywitać maleńką dziecinę i wręczyć jej podarunki. Niedźwiedź nie miał żadnego pomysłu, więc postanowił, że podaruje małą jodełkę. Wpadł na pomysł, że będzie ją ciągnąć przez las. Drzewko mocno namokło, gałązki i szyszki pooblepiał śnieg i szron, utworzyły się sople, a potem słońce i księżyc podświetliły igły i sople przypominały piękne, świecące ozdoby. Tak ustrojona choinka stała się symbolem narodzin Jezusa.

Tyle mówią legendy. Jednak kto wymyślił choinkę i po co, tego nikt dokładnie nie wie.

Ubieranie choinki jest najmłodszą tradycją wigilijną. Do Europy przywędrowała dopiero w I poł. XIX wieku z Alzacji. W Polsce, zwyczaj ten zaczął się szerzyć najpierw wśród szlachty, inteligencji i mieszczan. Na Mazurach na przykład, zwyczaj stawiania choinki przyjął się dopiero około 1910 roku, na Rzeszowszczyźnie - przed I wojną światową, w górskich wioskach w latach 20 i 30 XX wieku, a w niektórych podkarpackich wsiach dopiero w latach 50-60 XX wieku. Kościół początkowo niechętny, przyjął w końcu choinkę jako symbol “rajskiego drzewa wiadomości dobra i zła”. Wieczna zieleń drzewka oznacza nadzieję na zbawienie i stała się symbolem Chrystusa jako “drzewa życia”.

Choinkę ubierano w Wigilię. Najczęściej był to świerk, rzadziej jodła lub sosna, którą gospodarz przynosił w wigilijny poranek do domu. O choince mówiono, że jest “ukradziona” innemu światu, bo za taki świat uważano las. Jednak ta kradzież miała przynieść szczęście “złodziejowi”. Choinkę przez wieki bogato zdobiono. Dzieci zawieszały różne słodkości, czyli ciasteczka, pierniczki czy cukierki, które miały wnieść słodycz do codzienności człowieka. Słodycze symbolizowały także radość czy zadowolenie, ale kruche ciasteczka przypominały jednocześnie o kruchości życia. Przyozdabiano ją również owocami, głównie jabłkami, które nawiązywały do rajskiego jabłka i stało się symbolem miłości, życia i ochroną przed chorobami. Zawieszane orzechy to symbol między innymi mądrości, zdrowia i płodności. Oprócz tego dawano wyroby ze słomy, łańcuchy, papierowe aniołki, figurki zwierząt, kwiaty, piórka czy wydmuszki. Od końca XIX wieku strojenie choinki wieńczono “gwiazdą betlejemską”, którą mocowano na szczycie, a która była znakiem narodzin Chrystusa i miała pomóc zbłąkanym wędrowcom dotrzeć do domu.

Dzisiaj w każdym mieszkaniu stoją przepiękne sztuczne lub żywe choinki - ubrane w bardzo różny sposób, tradycyjnie, w stylu glamour, prowansalskim czy rustykalnym. Można powiedzieć - do wyboru, do koloru.

Ciekawostką jest, że w 1982 roku po raz pierwszy z inicjatywy Jana Pawła II na Placu Świętego Piotra ustawiono świąteczną choinkę. Wielu Włochów było zbulwersowanych i oburzonych tym wydarzeniem. Papież łączył symbolikę choinki z drzewem rajskim, a także z drzewem krzyża. Uważał, że drzewko to symbol Drzewa Życia z Księgi Rodzaju, a tym życiem jest właśnie Jezus Chrystus. Mówił, że nieprzypadkowo choinka zdobiona jest światełkami, ponieważ są one symbolem prawdziwego światła, czyli – Jezusa.

Zanim jednak nastały czasy choinki, wcześniej w czasie świąt zdobiono izby dekoracjami wykonanymi ze snopów zboża, najczęściej pszenicy, owsa lub żyta. Diduch, czyli Dziad wiązany był z pierwszych kłosów ściętych w czasie żniw. Na Boże Narodzenie taki snop wnoszono do domu, stawiano tam, gdzie zasiadano do Wigilii i koniecznie kłosami do góry. Niekiedy Diducha stawiano przy stole wigilijnym, albo w kącie pomieszczenia skierowanym na wschód. Snop miał stać przez około 12 dni, czyli do Trzech Króli. Potem był palony.

Inną ozdobą starszą od choinki były podłaźniki, światy czy pająki. W zależności od regionu mogły się one różnić wyglądem. Podłaźniczka i świat to rdzenne polskie ozdoby, natomiast pająki spotykane są na całym świecie. Prof. Eugeniusz Janota, opisując w 1878 roku polskie zwyczaje świąteczne, podkreślał właśnie rodzime pochodzenie podłaźnika: „ Jest to wierzchołek młodej, niegrubej, kształtnej sosenki, najchętniej jodełki, a gdzie tej nie ma w pobliżu, smereczka /świerka/, ubrany w zawieszone na nim jabłka, orzechy, opłatki wystrzygane, okrawki papieru kolorowego, na samym końcu w świat z /różnokolorowych/ opłatków, a zawieszony końcem na dół u paleni czyli stragarza nad stołem czyli ławą, na której się je wieczerza wigilijna”.

Podłaźniczka - źródło: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/7d/Podlazniczka392.jpg

Podłaźnik, inaczej połaźnik, podłaźniczka, jutka czy sad, to czubek iglastego drzewa, który wieszano do góry nogami nad stołem, w kącie u zbiegu dwóch stołów, czy wreszcie wierzchołkiem do dołu (na południu Polski). Wierzono, że podłaźniczka ma magiczną moc i chroni domowników przed chorobami i nieszczęściem. Wyschnięte, pokruszone części dodawano do paszy zwierząt zapewniając im zdrowie lub rozsypywano na pola licząc na urodzaj. Dzieci w wigilijny wieczór wieszały na nich: czekoladki, ciasteczka, owoce czy cebulę, która odstraszała złe moce. Ciekawą ozdobą każdej podłaźniczki były tzw. “światy”, wykonane z opłatka, które zapewnić miały spokój i harmonię w każdym domu, oraz ozdoby ze słomy.

Na południu Polski, znane jest kolędowanie z podłaźnikiem. W zależności jednak od regionu zwyczajów z podłaźnikiem jest bardzo wiele. Wszystkie jednak sprowadzały się do tego, aby przynieść szczęście w miłości i urodzaj na następny rok.

Najbardziej efektowną ozdobą jest pająk. W Polsce, w zależności od sezonu, miał on swoje wersje, zarówno bożonarodzeniowe jak i wielkanocne (ozdobiony m.in. pisankami). Przygotowywaniem tej dekoracji zajmowały się głównie panny i gospodynie, rzadko dzieci. Materiały, z których tworzono pająki zbierano kilka miesięcy wcześniej. Wierzono w ich magiczną moc - miały one odwracać złe moce. Stanowiły też symbol urodzaju i szczęścia na rok następny. Wierzono, że w przyozdobionym nimi domu jest Bóg, który błogosławi domownikom. W wielu izbach pająk robiony był na kształt żyrandoli podpatrzonych w dworze. Niezwykle ważnym elementem w pająku był krzyż ze słomy. Zawieszany był w centralnym miejscu i nie wysoko, tak, aby każdy z domowników mógł go dotknąć. Wisiał przez cały rok. Nie można go było zniszczyć i wyrzucić, można było tylko spalić. Jego obecność na Boże Narodzenie wiązała się z legendą, że pająk był jednym ze zwierząt towarzyszących narodzeniu Jezusa.

Pająk, Helena Golba, Rudołowice 1996r., /MNZP, MPE-3293/Pająki przybierały różne kształty i musiały być bardzo kolorowe. Cztery podstawowe formy bożonarodzeniowych pająków wymieniane przez K. Ruszla to pająki: kuliste, krystaliczne, promieniste i żyrandolowe. Pająki kuliste – to najstarsza i najprostsza forma, nazywana “sową”. Sowa to kula zrobiona z gliny, wosku lub brukwi, w którą wbijało się blisko siebie równej długości źdźbła słomy. Ponadto nawlekano na nie kolorowe papierowe kółeczka z papieru lub bibuły oraz dodatkowo ozdabiano piórami gęsimi. Pająki krystaliczne – zrobione głównie ze słomy żytniej, która musiała być zebrana kilka tygodni przed żniwami. Pojedyncze cewki nawlekano tak, że powstawały ostrosłupy, niekiedy nazywane “kryształkami”. Później przyozdabiano pająka w kolorowe papierki, bibuły, łupinki orzechów, łuski szyszek czy koraliki.

Pająki żyrandolowe – miały kształt gruszkowaty, baniasty czy stożkowy. Robione były z obręczy drucianych o różnej wielkości, które łączone były za pomocą nawlekanych na nitki słomianych cewek przyozdobionych kwiatkami. Łączenia elementów miały przypominać łańcuch choinkowy. Również te pająki były ozdabiane między innymi pomponami z kolorowej bibuły.

W naszym muzeum w zbiorach etnograficznych posiadamy dosyć bogaty zbiór pająków prostopadłościennych, kolistych czy krystalicznych wykonanych przez między innymi Zofię Besz-Jary czy Aleksandra Misiaka. Są to pająki bardzo kolorowe, wykonane głównie ze słomy, bibuły czy sreberek. Jedne zakupione zostały latach 50-tych, inne po konkursie “Zimowa plastyka obrzędowa we wsi przemyskiej”, czy podarowane w ramach realizacji projektu “Ochrona ginących zawodów”.

Widzimy, jak zmieniła się tradycja bożonarodzeniowych symboli i samego zielonego drzewka. Kiedyś często podkradaliśmy cukierki z choinki, czy zjadaliśmy pierniczki nie mogąc doczekać się, kiedy zabłysną światełka na niej. Dzisiaj o wielu wiązanych z nią zwyczajach zapomnieliśmy, wiele z nich ulega spłyceniu i komercjalizacji. Sami często idziemy po linii najmniejszego oporu kupując plastikową choinkę i takie same plastikowe, tandetne ozdoby, nie przemęczamy się. Nie czujemy zapachu choinki, jesteśmy wygodni, często – mówiąc kolokwialnie – odbębniamy Wigilię u rodziców czy teściów i zapominamy o tym co jest najważniejsze – o tradycji.

Opowieść o choince zakończę wierszem ks. Jana Twardowskiego, zatytułowanym: „Wiersz staroświecki”.

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
W Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
By wszystko się nam rozplątało,
Węzły, konflikty, powikłania.
Oby się wszystkie trudne sprawy
Porozkręcały jak supełki,
Własne ambicje i urazy
Zaczęły śmieszyć jak kukiełki.
Oby w nas paskudne jędze
Pozamieniały się w owieczki,
A w oczach mądre łzy stanęły
Jak na choince barwnej świeczki.
Niech anioł podrze każdy dramat
Aż do rozdziału ostatniego,
I niech nastraszy każdy smutek,
Tak jak goryla niemądrego.
Aby wątpiący się rozpłakał
Na cud czekając w swej kolejce,
A Matka Boska – cichych, ufnych -
Na zawsze wzięła w swoje ręce.

Danuta Kalinowska

Bibliografia:

  1. Ernest Janota. Lud i jego zwyczaje, Lwów 1878, s.16.
  2. Krzysztof Ruszel, Leksykon kultury ludowej w Rzeszowskiem, Rzeszów 2004
  3. Tadeusz Seweryn, Podłaźniki. Studia z dziedziny sztuki ludowej, Kraków 1932
  4. Katarzyna Smyk, Choinka w kulturze polskiej. Symbolika drzewka i ozdób, Kraków 2009
  5. Halina Szymanderska, Polskie tradycje świąteczne, Warszawa (kilka wydań – 2003, 2005, 2001)