Przęślicowe wieczornice

Rycina Prządki, Kłosy-Czasopismo Ilustrowane Tygodniowe, 1873, nr 434, Biblioteka Cyfrowa PolonaOd połowy listopada aż do zapustów schodziły się kobiety wieczorami do chat, gdzie były obszerne izby na „prządki”. Zygmunt Gloger w Roku polskim dostrzega rolę tego zwyczaju pisząc tak: „Do najstarszych zwyczajów zaliczyć można tak zwane «prządki» lub «wieczory prządkowe» czyli zgromadzenie się dziewcząt na robotę podczas długich wieczorów zimowych”1. Każda z kobiet idąc na wieczornicę zabierała ze sobą przęślicę, kręciołek, motowidło, by móc prząść i tkać. Jeśli len już został przetworzony, dziewczęta wykonywały robótki ręczne, hafty, wyszywanki i ozdoby świąteczne. Niezwykle pięknie i poetycko atmosferę prządek przedstawił Leopold Staff:

Gdy na dworze wszystko skrzepło,
W izbie milo, swojsko, ciepło.
Z czerwonego paleniska
Płomień głowni skrami pryska,
Blaskiem złoci się świetlica...
Miła będzie wieczornica!
Dziewek rój kwitnący, świeży
Zszedł się razem po wieczerzy,
Spędzić czas przy wspólnym dziele.
Poznosiły swe kądziele,
A staruchy w młódek grono
Siadły... Kręć się, kręć wrzeciono…

Wieczornica, Leopold Staff (fragment)

Akcesoria tkackie, Fragment ekspozycji Cztery pory roku, fot. Katarzyna TrojanowskaW czasie jesienno-zimowych zebrań wieczornych opowiadano sobie niesamowite historie, legendy, baśnie, ale także przekazywano plotki i zwykłe nowinki. Śpiewano świeckie i pobożne pieśni. Było wesoło i towarzysko, a ponadto w innych domach można było zaoszczędzić na nafcie używanej w lampach naftowych. Podczas tych spotkań zawsze podejmowany był temat swatania młodych par. Niejedna zatroskana matka wychwalała zalety swej córki i wypytywała o odpowiedniego kandydata na męża. Gdy kobiety sobie gawędziły i pracowały, zwykle pod okna izby, w której zbierały się gospodynie z córkami, podkradali się kawalerowie, którzy psocili, dokazywali i straszyli, pokazując przez szybę czarną od sadzy twarz lub jakieś inne przebranie, wyjąc niczym duchy i stukając w szyby. Zdarzało się też, że wpadali do izby i płatali różne figle, a wtedy spokojne spotkanie przeradzało się w hałaśliwą zabawę, często zakrapianą alkoholem. Po skończonej wieczornicy chłopcy bardzo chętnie odprowadzali panny do domu. Dzięki wygłupom i zabawom, które przeradzały się często w zaloty były zawierane znajomości i kojarzone pary. Wieczernice były zatem czasem „swadziebnym”, bo jak mówi mądrość ludowa: „Kto się zaleca w adwenta, będzie miał żonę na święta”. Czasem tym babskim spotkaniom towarzyszyli mężczyźni i starcy, którzy starali się umilić czas najrozmaitszymi historyjkami, a przy tym robili różne narzędzia, sznury, naprawiali drobne sprzęty. Byli to najczęściej domownicy. Seniorzy rodu zwykle na czas zimy rozsiadali się przy piecach, dbali, by było ciepło, dlatego ciągle dorzucali drew do ognia i snuli opowiadania o wojnach, duchach, miejscach świętych, odpustach i dawnych weselach.

Kołowrotek ze zbiorów MNZPWieczornice spotykane jeszcze na wsiach w latach 40-50. XX wieku przyczyniały się do nawiązywania i umacniania kontaktów rodzinnych i sąsiedzkich, na które w innych porach roku nie było czasu. Prządki były zwyczajową forma współdziałania sąsiedzkiego o charakterze towarzyskim, ale i gospodarczym. Współcześnie nie słychać warkotu kołowrotków, odeszły w przeszłość wieczorne spotkania sąsiadek i wspólna praca. Narzędzie służące do obróbki lnu można oglądać w muzeach i skansenach. Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskie posiada w swych zbiorach przedmioty używane w procesie obróbki lnu. W etnograficznych zbiorach muzealnych znajduje się kilka międlic i cierlic do międlenia słomy lnianej, grzebieni do odziarniania lnu, wrzeciona oraz zbiór kołowrotków i przęślic. Przedmioty te przywołują obraz dawnej wsi i życia jej mieszkańców w czasie długich jesiennych i zimowych wieczorów.

Małgorzata Dziura

Przypisy:

Z. Gloger, Rok polski w życiu, tradycji i pieśni, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe (przedruk), Warszawa 1982, s. 13.