Jak z kołtunem na wsi walczono

Kołtun. Rys. T. KrólJednym z elementów wizerunku człowieka jest fryzura, która podkreśla jego indywidualność, ale także informuje o przynależności społecznej i kulturowej. Badania etnograficzne pokazują, że największą wagę do starannej fryzury przykładały młode panny, a dla innych grup mieszkańców dawnej wsi nie stanowiła istotnego elementu ich wyglądu. Dziś dbanie o włosy jest czymś naturalnym, dlatego zamknięcie salonów fryzjerskich w czasie pandemii koronawirusa jest dotkliwie odczuwane.

Współcześnie, ciekawe wydaje się przypomnienie różnych zabobonów i przesądów dotyczących znaczenia włosów. Dla mieszkańców tradycyjnej wsi włosy były symbolem sił życiowych i energii, ale też siedliskiem zła i demonów. Łysina bywała często przedmiotem żartów i kpin, a kolor służył ocenie innych. Blond włosy miały pozytywny wydźwięk, rude kojarzono z fałszywością i nieszczerością, czarne z wrodzoną podłością, a siwe z dostojeństwem i mądrością. W przeszłości, gdy na wsiach panowało ogromne zaniedbanie higieniczne, a oprócz wiary chrześcijańskiej silnie zakorzenione były pogańskie wierzenia, to w pojawieniu się zbitych, zaniedbanych włosów na czyjejś głowie dopatrywano się działania sił nieczystych lub tajemniczych chorób. Etnografowie jeszcze w XX wieku, w różnych zakątkach naszego kraju natykali się na kołtun. O kołtunie pisali nie tylko badacze kultury ludowej, ale także lekarze i historycy.

Przeglądając archiwalny zbiór etnograficzny Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej natknęłam się na relację Zofii Chom-Sokołowskiej z dnia 28 grudnia 1967 roku zatytułowaną Walka nauczycielki z kołtunem i kołtuństwem na wsi, we wsi Kotowa Wola w woj. rzeszowskim – MPE/A-43. Autorka opisuje napaść z nożem na nauczycielkę w szkole przez rozłoszczoną matkę, której córka została pozbawiona kołtuna właśnie przez ową nauczycielkę. Czym był zatem ten kołtun? Jaką rolę spełniał? Dlaczego jego obcięcie było niecnym czynem?

Rycina przedstawiająca kołtun, www.wilanow-palac.pl/plica_polonica_czyli_koltun_polski.htmlKołtun, po łacinie plica polonica, czyli kołtun polski, nazywany jest też gośćcem to splątane i zlepione włosy. Zbity kłąb włosów na głowie powstały na skutek brudu i wszawicy. Kołtun z wyglądu przypomina współczesne dredy. Ludowa interpretacja kołtuna jest zawiła i zmienia się zależnie od regionu i czasu. Początkowo uważano, że kołtun powstaje samoistnie i jest objawem choroby reumatycznej – gośćca. Powszechna była też wiara, że kołtun stanowi skutek poważnej choroby, która istnieje w organizmie. Zgodnie z ludowymi wierzeniami, każdy człowiek nosił w swoim wnętrzu jakieś ukryte dolegliwości, które w pewnym momencie budziły się i objawiały chorobą, a ta z kolei powodowała zlepienie się włosów. Możliwość przejścia choroby w kołtun dawała nadzieję na wyzdrowienie. Ludzie wierzyli, że choroba jest wewnątrz człowieka, gdy już chorego wymęczy, wtedy wychodzi na zewnątrz, i zwija się we włosach głowy lub brody. Choroba umiejscawia się w kołtunie i w odpowiednim czasie, jak kołtun dojrzeje, to go można ściąć. Inna interpretacja podkreśla, że chory na kołtuna to naznaczony przez samego diabła lub czarownicę albo dotknięty klątwą. Dlatego według wierzeń lekarz na kołtun nic nie pomoże, najlepiej poddać się egzorcyzmom lub zwrócić do znachora.

Na przestrzeni dziejów funkcjonowały różne przeświadczenie dotycząc postępowania z kołtunem. Uważano, że należy go raczej pielęgnować niż zwalczać, ponieważ ma właściwości ochronne przed chorobami. Kołtun należało nosić do czasu, aż dojrzeje i dobrze już sfilcowany sam od głowy odpadnie. Przedwczesne jego usunięcie mogło spowodować tragiczne skutki – kalectwo, ślepotę, pomieszanie zmysłów, a nawet śmierć. Powstały kołtun towarzyszył ozdrowieńcowi jeszcze nieraz bardzo długo, ponieważ wczesne jego obcięcie, mogło spowodować powrót choroby. Hodowanie kołtuna było sposobem leczenia choroby i zapobiegania przykrym następstwom. I właśnie obawa przed utratą wzroku skłoniła matkę z opowieści Zofii Chom-Sokołowskiej do ataku na nauczycielkę. Czym kierowała się kobieta? Odpowiedź brzmi – przesądem, a historia była taka: „Dziecko oczy bolały i ropiały, znachorka nasmarowała głowę i oczy jakąś maścią i nie kazała czesać, żeby się kołtun zwinął, wtedy oczy wyzdrowieją. Już sześć tygodni jak się kołtun zwinął (…), już z oczami było lepiej – aż tu przychodzi ze szkoły i mówi, że nauczycielka kazała włosy obciąć”. Patrząc jak dziewczynka drapie się po głowie, a spod brudnej szmaty, którą nosiła wypadają wszy, jak inne dzieci ją stygmatyzują i unikają, a prośby do rodziców nie skutkują, sama przystąpiła do dzieła, czyli „walki z kołtunem”. Gdy matka zobaczyła brak pieczołowicie tworzonego kołtuna, wpadła w szał z troski o córkę, a swój wybuch gniewu tak argumentowała: „Tak! Obcięła kołtun (mowa tu o nauczycielce) i znachorka powiedziała, że teraz dziecko całkiem oślepnie – chyba, że posmaruje jej oczy i głowę krwią nauczycielki”. Opowieść ta dobrze się kończy – dziecko wyzdrowiało za sprawą zakupionego w aptece medykamentu, a wszy i kołtun zniknął po umyciu głowy i nasmarowaniu włosów naftą. Ta historia pokazuje, jak silnie zakorzeniona była wiara w moc kołtuna. Kołtunów obawiano się rozczesywać czy ścinać, ponieważ mogło to narazić osobę na pogłębienie choroby.

Kołtun, Muzeum Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, Wikipedia Commons domena publicznaSposoby pozbywania się kołtuna w różnych regionach naszego kraju były nieco odmienne, ale wszędzie było to działanie o charakterze obrzędowym. Zazwyczaj jednak znachor przy wypowiadaniu zaklęć, formuł magicznych odcinał dojrzały kołtun. Idealnym miejscem do tego działania była otwarta przestrzeń, gdyż obawiano się, że usunięcie kołtuna w domu może spowodować pozostanie choroby wśród domowników. Najczęściej palono go, zakopywano w odludnym miejscu, chowano w szpary drzew. Podrzucenie kołtuna do domu wrogich osób polegało na złośliwym ukryciu skołtunionych włosów pod progiem domu, aby kołtun pojawił się na głowie któregoś z domowników przekraczających ten próg. Odcięte kołtuny trafiały nieraz do kościołów lub innych świętych miejsc, gdzie zanoszono modlitwy dziękczynne za wyzdrowienie.

Zjawisku kołtuna poświęcono wiele rozpraw, książek i prac naukowych. Kołtuny „hodowano”, ale i walczono z nimi. Walkę z kołtunem rozpoczął między innymi krakowski lekarz i prezydent miasta Józef Dietl (1804-1878), który nie tylko wyjaśniał szkodliwość noszenia kołtuna, ale także zakazywał wstępu do szkół i urzędów posiadaczom „polskich dredów”. Lud prosty i zabobonny jednak długo jeszcze trwał przy kołtunie i wierzył, że jego ucięcie przyniesie bardzo przykre następstwa. Kołtun nabrał z czasem symbolicznego znaczenia. Nazwę przeniesiono na ludzi, którzy mają ciasne, wąskie i zacofane poglądy, na osoby obłudne, dwulicowe i żyjące na pokaz, ale to już inna opowieść…

dr Małgorzata Dziura