Lęk w kulturze – demony

Michał Kołoda, Diabeł, figurka z szopki, MPE-3574-7Strach ma swe źródło w instynkcie przetrwania i jest reakcją organizmu na zagrażające człowiekowi niebezpieczeństwo. Ludzie na przestrzeni wieków stworzyli różne środki zaradcze, które zapewniły poczucie bezpieczeństwa, jednak lęki i niepokoje nie zostały wyeliminowane. W celu poradzenia sobie z poczuciem zagrożenia, na przestrzeni wieków stosowano różne mechanizmy łagodzenia strachu. Człowiek tworzył mity wyjaśniające niezrozumiały świat, systemy religijne nadające sens życiu, kształtował bezpieczną przestrzeń.

Dawniej ludzie lękali się przede wszystkim najstraszniejszych epidemii, żywiołów, wojen, śmierci, różnych potworów i duchów. Nieoswojone lęki próbowali obłaskawić często personifikując określony stan zagrożenia. Z upływem czasu personifikacje te przyjmowały kształty demonów, duchów, strachów podziemnych, leśnych, polnych, wodnych, powietrznych, domowych i demonów zła. Stanowiły one projekcję ludzkiej podświadomości i niwelowały poczucie lęku. Demoniczne wytwory człowieka miały cechy wynikające z istniejącej na danym terenie kultury.

Etnologia czy folklorystyka lęk opisuje jako zjawisko, które jest pełne tajemniczości i niesamowitości, ale także przeraża i jednocześnie fascynuje swoją potęgą. Człowiek przeżywający lęk nadaje swoim przeżyciom określone, znane w danej społeczności znaczenie, ubiera swój strach w konkretne kształty. Polak nigdy nie bał się trollów ani koboldów, bo ich nie znał. Swoim lękom nadawał kształt istot pochodzących z własnej kultury.

Spersonifikowane demony w różnych regionach nazywano inaczej, a ich wygląd i sposób działania był uwarunkowany kulturą, położeniem geograficznym, historią, okolicznościami życia. Wyczerpujący rejestr demonów występujących na ziemi przeworskiej przedstawiła Katarzyna Ignas w książce Topielec, błąd, lizibożek i dzidko. Relikty ludowych wierzeń demonologicznych z okolic Przeworska. Podobnie nazywane postacie demoniczne występowały także w okolicach Przemyśla, o czym można przeczytać w artykule mojego autorstwa pod tytułem O bohatyniach, chowańcach i innych demonach w IX tomie „Materiałów i Studiów Muzealnych” wydanych przez Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej w 2019 roku. Wieloletnie badania nad demonologią ludową dowodzą, że strach przed demonami był nie tylko indywidualnym przeżyciem emocjonalnym, ale stanowił element wychowawczy i moralizatorski. Każdy mieszkaniec wsi wiedział, że zagrożenie pojawi się wtedy, gdy nastąpi nieprzestrzeganie utrwalonych norm społecznych, moralnych czy religijnych. Niepodporządkowanie się tradycji i normom aktywizowało działanie demonów, które szkodziły człowiekowi. Jednym z demonów, którego działanie aktywizowało się, gdy normy bezpiecznego poruszania się w terenie były naruszane był „błędnik”.

Zofia Besz-Jary, Kolędnicy MPE-3001W dawnych czasach lęk i obawę powszechnie wywoływał „błąd”, „błędnik”. W lasach, na polach, na skrzyżowaniach dróg krążyły duchy, które wodziły człowieka i sprowadzały na manowce. Te duchy według ludowych wierzeń to błąkające się dusze ludzi zmarłych śmiercią nienaturalną: samobójców, wisielców, zamordowanych. Szczególnie groźne było wodzenie przez błędnika w zimie. Owładnięty błędem mógł nie trafić do domu i często zamarzał w drodze. Osoby, które doświadczyły wpływu tego demona opisywały błąd jako odczuwalną, ale niewidzialną siłę, spod panowania której trudno było się uwolnić. Taki, owładnięty błędem, tracił orientację w terenie i chodził wkoło. Lękano się „błędu”, gdyż uważano, że działa na szkodę człowieka. Błądzenie było doświadczeniem powszechnym, gdyż ludzie przemieszczali się głównie pieszo, a w ciemnościach łatwo było przeoczyć różne szczegóły i pomylić drogi. Tłumaczeniem własnej nieuwagi było obarczanie winą istot nadprzyrodzonych. Powszechny był „błąd” podczas powrotów z karczmy i wesel. Wyobraźnia podsuwała wtedy różne obrazy istot zwodzących na manowce.

Zofia Besz-Jary, maska diabła, 1984 r.kadrDemony są wytworem człowieka, odzwierciedlają jego sposób myślenia i odczuwania. Jedną z ciekawszych postaci demonologii ludowej był diabeł. Ten demon był personifikacją zła i konkretyzacją negatywnych zachowań ludzkich. W postaci diabła koncentrowało się namacalne zło, które można było zobaczyć, zdystansować się od niego i wyrzucić je z siebie. Diabeł w kulturze ludowej łączy cechy pogańskich duchów z chrześcijańską wiarą w anioła zła, który każe grzeszników wiecznym potępieniem. Niemal w każdej wsi można było usłyszeć o skutkach działania diabła lub spotkaniu z „diabelską mocą”. Zazwyczaj działania diabła można było doświadczyć w pewnych miejscach np. na cmentarzach, pustkowiach, mokradłach, lasach, w miejscach, gdzie krzyżują się rozstajne drogi, czyli w środowiskach budzących w człowieku strach. Pojawianie się diabła w tych miejscach stanowiło odwołanie do tradycyjnych wierzeń przedchrześcijańskich związanych z przyrodą. Z tego kręgu wierzeń wywodzi się diabeł Rokita, którego imię pochodzi od wierzby - rokity, którą miał sobie szczególnie upodobać. Warto również zwrócić uwagę, że paskudny wygląd diabła obejmował wiele elementów zwierzęcych: rogi, kopyta, długi ogon, błyszczące ślepia, czarne włosy na ciele. Rozpoznawano diabła także pod postaciami zwierząt. Obawiano się dużych czarnych psów, koni, a nawet kogutów, zwłaszcza gdy pojawiały się one w nocy, w miejscach odludnych, opuszczonych chatach, na granicach między wsiami, na mostach. Ten dziwnie wyglądający stwór był niebezpieczny, niewiarygodnie przebiegły i siał grozę wśród ludu, zwłaszcza nocą, psocił i sprowadzał ludzi na złą drogę. Ludowy diabeł był czasami też trochę nieporadny i dawał się wywieść w pole zwłaszcza przebiegłemu chłopu. Ludność wiejska nie do końca rozumiała zawiłości teologiczne i mistyczne, dlatego stworzyła prosty i naiwny obraz szatana, złego ducha. Choć dziś już „nie taki diabeł straszny jak go malują", to jednak nadal jest „odpowiedzialny” za obecność zła w świecie i złe czyny, które ludzie popełniają za jego podszeptem.

Lęki, fobie, obawy i wreszcie różne środki zaradcze towarzyszyły człowiekowi przez wieki. Lęk nazwany, określonego kształtu nie był już tak groźny, jak lęk nieznany. Można mu było zaradzić, obłaskawić go lub pokonać. Strach przed demonami chronił człowieka od zguby, na przykład bojąc się południc żniwiarze schodzili z pola i tym samym chronili się przed udarem słonecznych, zejście z drogi didki (wirującego wiatru) chroniło przed zawianiem, paraliżem czy przeziębieniem, a strach matek przed mamunami, które porywały dzieci, chronił je od pozostawienia bez opieki. Mądrość ludowa dowiodła, że demonom lepiej nie wchodzić w drogę, ponieważ mogą zrobić krzywdę. Są też niekiedy sytuacje, kiedy trzeba się z nimi zmierzyć, ale tylko wtedy, jeśli człowiek jest na to przygotowany. Nadprzyrodzona moc demonów utrzymywała przez całe stulecia społeczności w ustawicznym lęku i zapewniała przestrzeganie norm i zasad.

Małgorzata Dziura