Kuligi, bale, uczty. Jak to dawniej w karnawale bywało…

Portret kobiety w stroju na maskaradę, początek XX w., ze zbiorów MNZPLudzie bawią się od zawsze. Zabawa jest wpisana w naturę człowieka. W ciągu roku, w każdej kulturze były i nadal są dni przeznaczone na tańce, hulanki, swawole, rytuały, maskarady, śmiech. Najbardziej zabawowy czas to karnawał, nazywany swojsko zapustem.

Etymologia karnawału jest sporna. W literaturze etnologicznej można odnaleźć teorie próbujące wyjaśnić pojęcie „karnawał” sięgające do łacińskiego słowa carnelevare którego człon carne oznacza mięso, zaś levare – usunąć, razem oznacza „pożegnanie mięsa” oraz do łacińskiego carrus novalis – ukwiecony rydwan boga Dionizosa, pojawiający się w Rzymie podczas obrzędów powitania wiosny. Mimo rozbieżności znaczeniowych wyraz „karnawał” na dobre przylgnął do okresu od Nowego Roku (lub Trzech Króli – 6 stycznia) do Wielkiego Postu i do określonych zachowań rozrywkowych, zabawowych, niczym nie skrępowanych i swawolnych. Jest to czas wszelkiego rodzaju zabaw, widowisk, maskarad i wesołej pustoty1.

Można pokusić się o stwierdzenie: co kraj to inny obyczaj karnawałowy. W czasach staropolskich ulubioną zabawą karnawałową był kulig łączący elementy polskiej gościnności i rycerskiej buńczuczności. Zabawa kuligowa nie była tradycją chłopską, zrodziła się w XV wieku wraz z rozkwitem towarzyskiego życia szlachty polskiej. Na ziemi przemyskiej w czasie karnawału bawiono się i również urządzano kuligi w majątkach ziemskich. Nazwa „kulig” pochodzi prawdopodobnie, albo od czeskiego słowa koleg – krążek, albo od drewnianej kuli wieńczącej buławę przekazywaną od sąsiada do sąsiada, zwołując na zabawę2. Później zamiast buławy wędrował młodzieniec przebrany za błazna oznajmiający przyjazd gości kuligowych.

Zorganizowanie kuligu wymagało pewnych ustaleń, przede wszystkim, gdzie i kiedy się rozpocznie i jak będzie przebiegał. Gdy plan był już gotowy inicjatorzy kuligu zbierali się w ustalonym dworze i rozpoczynali nieraz wielodniowy objazd sąsiedzki. Wyobraźmy sobie ten kulig z dawnych czasów i wyruszmy na szaloną karnawałową zabawę.

Mroźna, śnieżna zima, rozgwieżdżone niebo i sznur mniejszych i większych pojazdów na płozach ciągniętych przez konie, a w każdych rozbawieni ludzie, otuleni futrami i ciepłymi derkami, czasami w różnych przebraniach i maskach. Na koniach służba dworska z pochodniami i kagańcami. W pierwszych saniach kapela przygrywająca skoczne melodie, brzęk dzwonków, mosiężnych kółek przy uprzęży, trzaskanie biczów, gwar, śpiewy i hałas. Taka rozwrzeszczana i rozbawiona grupa uczestników kuligu wpadała do pierwszego dworu, gdzie była witana przez gospodarza i zapraszana do ucztowania. Rozpoczynały się tańce, hulanki, swawole i biesiada do białego rana. Trunek z dobrze zaopatrzonej piwnicy gospodarza lał się strumieniami, bo jak mówiło stare przysłowie: „Kulig to zabawa jeszcze od Popiela, ma za cel, by każdemu zalała gardziela”3. Palono ogniska, bawiono się, czasami dochodziło do bijatyk i kłótni. Panowało rozluźnienie obyczajów. Po suto zakrapianej bibie i krótkim odpoczynku towarzystwo w ciągu dnia organizowało sobie różne rozrywki na świeżym powietrzu, a to prezentowanie umiejętności jazdy konnej, szermierczych, strzeleckich itp., czasami pojawiali się kolędnicy wiejscy, którzy zabawiali gości. Wieczorem znowu wsiadano do sań, zabierając z sobą gospodarza i jego rodzinę i wyruszano do kolejnego dworu, gdzie znów zabawa zaczynała się od nowa.

Karnecik na bal inżynierów Kolei Przemysko-Łupkowskiej, 1871 r., ze zbiorów MNZPKulig, który był zabawą pełną humoru i psoty pełnił wiele innych funkcji społecznych – zacieśniał więzy sąsiedzkie, umożliwiał narady, niwelował waśnie i spory, ale przede wszystkim był okazją do konkurów, swatów i nawiązywania relacji towarzyskich. Dawny kulig to rdzennie polska zabawa karnawałowa, która była atrakcyjnym wypełnieniem zimowego czasu i swoistym targowiskiem matrymonialnym. W okresie międzywojennym kuligi nadal były w modzie, ale już o wiele skromniejsze. Po II wojnie światowej kuligi straciły swój karnawałowy charakter, organizowano je głównie w okresie zimowym dla dzieci lub pracowników zakładów pracy. Współcześnie kuligi stały się atrakcją gospodarstw agroturystycznych i miejscowości turystycznych.

Okres karnawału to huczne bale. Włoskim zapożyczeniem stały się bale maskowe zwane redutami. Wszystkich gości obowiązywało noszenie masek lub przebrań, co powodowało zawieszenie różnic stanowych i dawało gwarancję anonimowości, sprzyjającej zachowaniom wysoce nieobyczajnym, a nawet obscenicznym. Karnawał to świat na opak, dlatego ludzie z niskich warstw społecznych zamieniali się rolami z tymi z warstw wyższych. Zimową porą roztańczone były szlacheckie pałace oraz mieszczańskie kamienice. Panny na wydaniu brylowały w towarzystwie i starały się o pozyskanie przyszłego męża. Tańce były okazją do zawierania znajomości. Karnecik niejednej panienki był pełen chętnych kandydatów nie tylko do tańców karnawałowych. W XIX wieku Lwów był niezwykle karnawałowym i roztańczonym miastem. Tu odbywały się niezliczone bale. Prym wiodła arystokracja, ale także różne towarzystwa organizowały swoje bale, w których uczestniczyli mieszczanie i sfery wojskowe. Przemyśl także starał się o miano balowego centrum karnawałowego, czego dowodem mogą być zachowane w zbiorach Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej karnety z dawnych bali.

Karnecik na bal w Przemyślu 12.02. 1870 lub 1879 r., ze zbiorów MNZPKarnawałowe uczty to rozpusta dla ciała, nie mogły się obyć bez obficie kraszonego i ciężkiego jadła. Ucztowano przy suto zastawionym stole, na którym królowały mięsiwa, ale też nie mogło zabraknąć tłustych i słodkich racuchów, blinów, faworków czy pączków. Alkohol lał się strumieniami, przede wszystkim miody, piwa i wódka. Świadomość mającego nadejść Wielkiego Postu powodowała, że chciano niejako najeść się na zapas. Najbardziej rozpasany był ostatni tydzień zapustów, który rozpoczynał się tłustym czwartkiem. Uważano, że w ten dzień należy tyle razy popróbować boczku i słoniny ile razy kot ogonem ruszy, a więc wielokrotnie4.

Dawniej karnawał w Polsce był świętowany o wiele bardziej hucznie niż dziś. Wesoły i szaleńczy nastrój karnawałowy wzmagał się w miarę zbliżania się do Wielkiego Postu. Doskonale to świętowanie podsumowuje Anna Zadrożyńska: „Każda nieobyczajność mogła się zdarzyć: nadużywano alkoholu i jadła, a każde bezeceństwo czy szalbierstwo, nawet rozpusta, miała wtedy prawo bytu (...). Rozhulanie i wrzawa narastały prowadząc do kulminacyjnej nocy ostatkowej. Potem nagle wszystko cichło”5.

Trzy ostatnie dni zapustów nazywamy: ostatkami, szalonymi dniami, kusymi dniami, „kusakami” lub też „mięsopustem”. O tym, jak różne regiony świata bawią się w te ostatnie dni karnawału oraz jak kiedyś lud wiejski bawił się w czasie zapustów będzie można przeczytać w następnych artykułach.

dr Małgorzata Dziura

Przypisy:

  1. M. Dziura, Współczesne formy karnawalizacji kultury tradycyjnej, [w:] W kręgu polskiej tradycji i zwyczajowości, red. F. M. Rosiński, Z. Kupisiński, M. Dziura, Wydawnictwo KUL, Lublin 2015, s. 54.
  2. Z. Gloger, Encyklopedia staropolska, t. III, Druk P. Laskauera i S-ki, Warszawa 1902, s. 116.
  3. Z. Gloger, Encyklopedia…, s.117.
  4. B. Ogrodowska, Święta polskie. Tradycja i obyczaje, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1996, s. 123.
  5. A. Zadrożyńska, Światy, zaświaty. O tradycji świętowań w Polsce, Wydawnictwo Twój Styl, Warszawa 2000, s. 71-72.