„Co Nowego. Zbiór anegdot polskich z r. 1650”

Co nowego...W niepewnych czasach ważną sprawą dla każdego człowieka wydaje się znalezienie sposobu na utrzymanie wewnętrznego spokoju. Pytanie, co zrobić, aby nie myśleć tylko o covidzie i o codziennych danych na temat ilości zakażonych osób? Z mojej strony w rubryce „Biblioteka MNZP poleca” chciałbym zarekomendować książkę, która może sprawić, że zdrowo się pośmiejemy. To wydana w Krakowie w 1903 roku książka pod tytułem „Co Nowego. Zbiór anegdot polskich z r. 1650”. Zanim przybito na niej okrągłą pieczątkę „Muzeum w Przemyślu” i wpisano do pierwszego inwentarza biblioteki, już posiadała znaki „Biblioteki Uniwersytetu Ludowego im. A. Mickiewicza w Przemyślu”, a także „Tow. Przyjaciół Nauk w Przemyślu”.

Gdy pomyślimy, że w połowie XVII wieku ukazała się w Polsce książka z ówczesnymi kawałami lub po galicyjsku: wicami (pierwotny tytuł: „Co Nowego Abo Dwor Maiacy w sobie Osoby y Mózgi rozmaite…”), to już może zrodzić się ochota, żeby ją przeczytać. I myślę, że nikt przy niej nie będzie się nudził. Znane są następujące wydania „Co Nowego”: wydanie z 1650 roku, które w 1903 roku znajdowało się w Bibliotece Kórnickiej (k. A–P), drugie wydanie, bez roku, pochodzi z czasów Jana III Sobieskiego (egzemplarz posiadała krakowska Biblioteka Akademii Umiejętności, obecna Biblioteka Naukowa PAU i PAN w Krakowie). Wznowienie ukazało się w XVIII wieku (w 1717 r.), a kolejne wydanie miało miejsce w roku 1903.

Strona tytułowa zawiera krótkie rymowane motto, które ma uświadomić czytelnikowi, jak bardzo w życiu potrzebny jest humor. Tu przeciwieństwem żartu jest melancholia, czyli żałość, pesymizm, załamanie, smutek, zniechęcenie, depresja. Co więcej, autorzy „Co nowego…” (kryjący się pod wymyślonymi nazwiskami Mauricyusza Trztyprztyckiego i Radopatrzka Gładkotwarzkiego) uważają, że przez melancholię cały świat to jeden szpital. Zadziwiająco aktualnie brzmi fragment ze strony tytułowej:

Dobre lata bywały, gdy sie żartowało,
Dzisia z Melancholią wszytko złe nastało:
Swiat dziś właśnie szpitalem, stęka na skrupuły,
Chytrość z łakomstwem, światu podaią reguły.
Zaniechay Melancholiey, y skrupułow zgoła,
Zły czart Melancholia, Anyoł myśl wesoła.

Zatem czym rozweseli nas ta książka, a w niej 198 anegdot? Autorzy lekkim żartem opowiadają, jak wtedy mieszkano, o czym rozmawiano, co jedzono, jak się bawiono, co wymyślano, aby osiągnąć jakiś cel, jakie stereotypy krążyły o mieszkańcach kraju i o cudzoziemcach. Do większości anegdot dodano krótkie rymowanki, będące morałem opowiedzianej historyjki. Bohaterami dowcipów jest szlachta, duchowieństwo, wojsko, kaci i skazańcy, hetmani, kasztelani, starostowie, dworzanie, kobiety i mężczyźni, panowie i słudzy, Polacy, Żydzi, Rusini, Kozacy, Ukraińcy, Tatarzy, mieszkańcy różnych ziem i miast Rzeczypospolitej (między innymi Mazowsza, Żmudzi, Litwy, Podola, Poznania, Krakowa, Sandomierza, Jarosławia, a nawet Przemyśla), cudzoziemcy: Moskale, Turcy, Węgrzy, Niemcy, Francuzi, Szwedzi, Włosi, Hiszpanie, podróżnicy, kupcy i pielgrzymi. Wspomniano też na początku, że w książce „nie znachodzimy żartów sprośnych i plugawych pominąwszy parę facecyj”. Jednej takiej, dziejącej się w Przemyślu, z tego powodu nie wypada mi zacytować w całości.

Chociaż niektóre anegdoty wymagają komentarza lub wyjaśnienia dawnego słowa, czyta się je w większości ze zrozumieniem. Przypominają się przy tym różne archaizmy z podręczników języka polskiego czy zwroty z języków, których kiedyś każdy z nas mógł uczyć się w szkole. Pomocna jest też „Przedmowa”, w której dla lepszego rozumienia wyjaśniono konteksty niektórych sytuacji.

Czas na kilka wybranych anegdot, które w Polsce 1650 roku były popularne. Te krótsze są przepisane, a dłuższe dołączone jako ilustracje. Życzę miłej zabawy i pamiętajmy, że śmiech to zdrowie! A jeśli ktoś chciałby sam sięgnąć do książki „Co Nowego…”, może oczywiście zapytać o nią w muzealnej bibliotece.

Marcin Marynowski

XI.

Iż na zły urząd skarży się poddany,
Dla tej przyczyny w nienawiści miany.

Pan jeden na łowach będąc a jeżdżąc około obławy z towarzystwem, między chłopy drugimi widząc jednego, co miał kijek, który się zdał bardzo mały, zapyta go: „Chłopie, czemu tak mały kij masz”? Chłop zuchwały odpowie:’ „Panie, dość tak na zwierza; ale kiedyby na starostę, i całego bych dębu nie żałował”.

XXXVI.

Nowiny za nowiny.

Podczas rozruchów obsyłali się nowinami dwaj przyjaciele; jeden pisał z Polski do Litwy, oznajmując, że Turcy ciągną, ale nadragi; odpisuje Litwin, że Moskwy legło kilkadziesiąt tysięcy, ale spać na noc.

(nadragi = z węg. spodnie)

XLII.

Jaka cześć, taka i dzięka.

Francuz Ozianper we Włoszech przy kuchni, gdzie jeść wydawano, że się jeść onych potraw jako chudy pachołek, które dla panów gotowano, nie spodziewał, oczy swoje tylko pasł nimi, a potym ośmieliwszy się, i wąchać począł, wielce je sobie, jakby jadł, smakując. Gospodarz przechera, gdy się z drugimi rachował, przyszedł i do niego mówiąc: „Płać też ty, bracie!” Pyta: „Za co?” – „Za to, prawi, żeś naszych potraw nawąchał się do woli”. On potym rzecze: „Cóż czynić? Choć resztą gonię, przemyślić muszę, jakoby zapłacić”. I tak wyjąwszy mieszek z resztą pieniędzy, pocznie gospodarzowi brząkać w uszy. Gospodarz pyta: „Co czynisz?” Odpowie: „Jadłem twoje potrawy węchem, a to ci je płacę mych pieniędzy dźwiękiem”.

XLIII.

Neutralistowie.

Kmita powiedział za okazyą niektórych miast pruskich, między Polakami i Szwedami neutralitatem przyjmujących: Są właśnie, jako oni, co na średnim piętrze mieszkają, że im z dołu kurzą, a z wierzchu na nich leją.

LXIX.

Życzliwość ma być przyjemna.

Prałat jeden nabożny pijąc do dworzanina, wymówił się zamiast: „Daj, Panie Boże, dobre zdrowie”, rzekł: „Daj ci, Boże, duszne zbawienie”. Co słysząc dworzanin, odpowie: „Godniejszy Wmść tego przedemną, mniemam, i gotowszy, bo ja i długi grube i dziatki mając drobne, wolę tak jeszcze poczekać, aż i kredytorom wypłacę i dziatki opatrzę, boby przy młodej bardzo matce prędko ojca dostały, a tem osierociały”.

LXXII.

Mąż i żona od Boga.

Pannie Annie dorosłej przypomniał ktoś za mąż, dając tę intencyą, że już pan ociec nagotował posag dobry. Odpowiedziała: „O posag mniejsza, byle Pan Bóg dał młodzieńca, bo tego pan ociec nie nagotuje”.

LXXVI.

Zajechał był do Włoch Jedko, gruby Rusin abo raczey Kozak czyli Tatarzyn. Gdy potem mało języka a obyczajów nic nie nawykszy, wrócił do domu, zapytany, jakoby się tam miał, jakoby się żywot włoski podobał, powiedział: „Ani mi się podobał ani ja wiem, gdziem był i czym był i co tam za ludzie; jedzą trawę, jak barani, chodzą w płaszczach, jak Cygani i Swiniorami zowią pany; to mi się tam tylko podoba, że chleb zowią panem”.

CVI.

Chce kto wygubić robaki swe z brzucha,
Niechaj tam wsadzi bociana abo też i Włocha.

Jednego kasztelana Przemyślskiego syn chorując na żołądek, często mawiał, iżby to lepiej było, gdyby każdy człowiek miał na piersiach guziki albo haftki dla tego, iżby gdy co boli wewnątrz, obejrzał i wyrzucił. Drugi to słysząc, rzecze: „Miłościwy panie, lepiejby tak: kiedy Wm. co boli, połkni abo Włocha abo bociana; oni tam, jeśli robactwo jakie będzie, wyprzątają pięknie”. Trzeci zaś rzecze …

[co zaproponował trzeci, nie wypada cytować]