Jerzy Cepiński - Teodycea

Dodał Michał Krzemiński dnia 09 września 2017 roku.

8 września 2017 roku witaliśmy licznie zgromadzonych gości na wernisażu prac malarskich laureata Nagrody Artystycznej im. Mariana Strońskiego - Jerzego Cepińskiego pod tytułem TEODYCEA

Jerzy Cepiński - Teodycea

Jerzy Cepiński, wierny własnemu, doskonalonemu od lat językowi malarskiemu, zwykle podkreśla, że najbardziej istotne są formalne aspekty jego pracy. Dynamika i układ linii, faktura grubo kładzionej farby, gra światła i cienia na akrylowym reliefie. Malarska robota. Wszystko to, zamknięte w wąskiej palecie barw, zwykle w odcieniach bieli, może sprawiać wrażenie, że mamy do czynienia z artystą zdystansowanym, z malarstwem chłodnym i sterylnym. Pięknym, choć w tym pięknie nieco zamkniętym.

Takie właśnie było moje pierwsze wrażenie. Jednak urzeczony oczywistą urodą obrazów, poddając się ich hipnotycznemu, wciągającemu charakterowi, z czasem coraz bardziej zacząłem doceniać pozaformalny, kontemplatywny charakter twórczości Jurka Cepińskiego. Jego obrazy stały się dla mnie źródłem refleksji nad procesem twórczym rozumianym jako czas życia artysty, ale także zaproszeniem do medytacji nad procesem powstawania konkretnego dzieła. Rysunek reliefowych linii stał się niczym rowkowana powierzchnia gramofonowej płyty, która w materialnym aspekcie jest bezpośrednim zapisem czasu i nadającego mu kształt gestu, ale w swej dynamice i zróżnicowaniu, staje się swoistą rejestracją stanów emocjonalnych, myśli i nastrojów, jakie towarzyszyły artyście w czasie pracy. Pracy niemal benedyktyńskiej, gdyż trzeba wiedzieć, że potrzeba tygodni, nieraz miesięcy, by pozornie tylko mechanicznymi pociągnięciami pędzla, a właściwie pędzelka, zapełnić pustą powierzchnię płótna gęstym reliefem. Nakładana liniami akrylowa farba, zasychając, tworzy niepowtarzalny układ spękań, rozsypuje się na kosteczki, minuta po minucie, centymetr po centymetrze wypełniające płaszczyznę obrazu i czas życia jego twórcy…

Czy odczytywanie takiego zapisu ma sens? Czy jest w ogóle możliwe? Czy można traktować prace Cepińskiego jako coś więcej niż grę z formą? Chociaż dotychczas artysta nie ułatwiał nam tego zadania - sądzę, że tak. Tytuły wcześniejszych obrazów, w postaci zrozumiałego jedynie dla autora kodu, symbolicznie broniły dostępu do świata jego wewnętrznych przeżyć, emocji, do inspiracji i twórczych podniet, powołujących do życia jego sztukę. Tym razem jednak artysta uchyla drzwi. Źródło formalnych inspiracji jest na pierwszy rzut oka widoczne, a tytuł cyklu kieruje nas ku innym, niż czysto estetyczne motywacjom.

 

 

TEODYCEA: problem obecny w zachodniej filozofii od starożytności, ale fundamentalny dla filozofii chrześcijańskiej, to próba pogodzenia wiary w dobrego Stwórcę oraz zgody na istnienie niezależnego od Niego zła. Próby rozwiązania tego dylematu prowadzą zwykle do rozważań o ludzkiej wolności i odpowiedzialności, do pytań o zło wynikające z tej darowanej wolności oraz do finalnej konstatacji, iż zło jest konieczną częścią tego „najlepszego ze światów”.

Jerzy Cepiński w pewnej fazie powstawania cyklu "Teodycea" sięgnął po odciski palców, należące do postaci, które w kulturze popularnej stały się synonimami i ucieleśnieniami zła. Nie uczynił tego jednak z powodu banalnej fascynacji, nie sądzę również by chciał jedynie zaszokować widza kontrastem pomiędzy konotacją tytułu, a spokojną estetyką obrazu.

Początek dały zapewne motywacje formalne. Rysunek linii papilarnych zdawał się naturalnie pasować do stosowanej przez malarza techniki. Pierwsze powstają więc daktyloskopijne autoportrety, a dopiero w następnej fazie artysta szuka inspiracji, przeglądając akta procesowe zbrodniarzy, ale także ich ofiar. Sięga po odciski palców postaci znanych, lecz również ludzi przypadkowych, których pełne są policyjne kartoteki, w końcu „pobiera” odciski osób ze swojego otoczenia, przyjaciół i znajomych. Przeglądam więc wraz za artystą ten katalog niepowtarzalnych splotów i pewnie podobnie jak on w pierwszym odruchu, podświadomie niemal, doszukuję się jakichś dowodów na predestynację, na wyjątkowość odcisków „anioła śmierci”, próbuję odróżnić go od jego ofiary, choć wiem - to niemożliwe. Niepowtarzalne, znaczy nie zupełnie to samo co wyjątkowe. Nie znajdziemy nigdzie tutaj dowodu na to, że wszystko od początku było zaplanowane  i zdeterminowane. Los kata, ofiary, artysty.

Przedmiotem namysłu, który dzielimy z artystą, staje się nie tyle dobro i zło, nie konkretnie „sportretowane” postaci, co raczej ludzkie, w tym zapewne własne, losy i decyzje, wybory, moralne, życiowe i artystyczne, prawo do ich podejmowania i konieczność ponoszenia ich konsekwencji… dojmująca wolność. Sprawy, choć oczywiste, banalne niemal swoją oczywistością, to jednak ciężkie, fundamentalne i powracające do każdego z nas z różną siłą, w różnych okresach naszego życia. Nieustępliwe zwłaszcza w momentach rozliczeń i podsumowań, a takim momentem, z pewnością, są sześćdziesiąte urodziny, które artysta, malarz, Jerzy Cepiński obchodził w tym roku, podczas pracy nad prezentowanym cyklem.

W.Czapor